If we were dogs

Motywacja z Paulą Gumińską w Psiej Krainie

To, że piesek, jak chce to potrafi wiem już jakiś czas. Potrafi większość mrocznych ćwiczeń obi wykonać dokładnie i szybko, potrafi pięknie złapać frisbee, potrafi zrobić kilka cyrkowych sztuczek, potrafi szarpać się jak dziki i w końcu potrafi zrezygnować z planu unicestwienia innego psa. Gorzej jest z tym „chce”. Bardzo po nim widać tą różnicę w stanie umysłu „TAK, zrobię to, zrobię, ale to zrobię, już dawaj szybko” i cierpki marazm na ryjku „e, noł”. Zawiesza się w tej drugiej opcji, odpływa sobie w swoje światy powolnych kotów,  kiełbas na drzewach i suczek w kolorze merle.

fot. Marta Stopka

Postawiłam sobie już jakąś chwilę temu zadanie MOTYWACJA. Na codzień trzeba mieć motywację, a co dopiero w treningach. Nie tylko Riko jej potrzebuje, ja też. Pojechałam z nim do Psiej Krainy, po kolejną porcję wiedzy, bez większych założeń, na szczęście trafiłam na bardzo rozsądnych ludzi, dzięki czemu dwa dni seminarium potoczyły się we właściwym kierunku. I tak jak pisałam na facebooku, wracaliśmy na różowej chmurce z waty cukrowej.

fot. Marta Stopka

Seminarium trwało dwa dni. Zanim do kwestii merytorycznych – nigdy nie widziałam tak od serca zorganizowanych warsztatów. Domowe jedzenie, obiad, przekąski, blachy ciasta, nie dość, że przepyszne to jeszcze pięknie podane. Zimowa herbata z kardamonem i naleśniki podbiły moje serce. Puchate koce, coby można było się schować oglądając treningi. Zorganizowane miejsce dla psów, żeby mogły czekać na swoją kolej w ciszy i ciepełku, do tego opcja na klatkę w osobnym pomieszczeniu dla psów, które źle znoszą towarzystwo innych. Bardzo duża dbałość o komfort. To co mnie zupełnie kupiło, to fakt, że to było pierwsze seminarium, gdzie na koniec szefowa Psiej Krainy zaproponowała – idziemy sobie z psami, wypuść swojego, żeby rozprostował kości. Pierwsze zajęcia, gdzie Riko, który nie pobiega sobie radośnie z obcymi psami miał szansę odreagować po wszystkim i zasnąć snem higienicznym, a nie pełnym emocji z całego dnia.

fot. Marta Stopka

Chciałam przepracować dwa tematy – motywacja na zabawkę i jedzenie. Zabawki pies lubi, głównie niszczyć w zaciszu krzaczora. Szarpanie, co już zaczęliśmy odpracowywać po seminarium u Patryka Krajewskiego o którym pisałam tu, to z reguły nieco histeryczna akcja, po czym poznać? Pies kłapie na zabawce paszczęką, nie ma stabilnego, silnego chwytu. W porządku są dwa chwyty – za kłami w przypadku wąskich szarpaków, pełną paszczą w przypadku szerszych, piłek, podusi. Brak takiego chwytu, to brak fajnych emocji w zabawie, a tylko takie gwarantują nam sukces i celowość tej zabawy. Warczenie jest spoko, ale zamiast histerycznego „jesuu matko, wszyscy zginiemy..” nasłuchujcie takiego dzikiego „wrr jestem łowcą”. O ile samą technikę szarpania w miarę opracowaliśmy u Krajewskiego, to ciągle brakowało mi kilku drobiazgów, choćby palnięcia mnie w łeb, żeby nie nakładać na psa w trakcie szarpania za dużej presji. Natomiast głównie brakowało mi odpowiedzi na to co właściwie zrobić, jak już się szarpiemu i jest fajnie. Tak, żeby pies nie poczuł straty, żeby nie używać magicznego „puść”, ale żeby jednak zamiast destrukcji zabawki pies zwolniony z nią wracał. Magia? No okazuje się, że nie. Uczę się więc na podstawie tego co mi pokazała Paula, jak sprawić, żeby ta zabawa, była jedną z lepszych rzeczy w psim rankingu potrzeb. I to działa.

fot. Marta Stopka

Drugim tematem była nagroda spożywcza. Mój pies jest dość żarty, ale jego apetytowi od zawsze towarzyszyła taka spina, która wprowadzała niepotrzebne napięcie. Nauczyłam się nie tylko, jak rozruszać instynkty psa opierając je na swojskim „daj mje TO” ale i co dla mnie super ważne, jak bezpiecznie wprowadzić w treningi miskę. Taka forma odłożonej nagrody super podziałała na jego motywację, a jednocześnie odczarowała trochę świętość michy, zdjęłam sporo samokontroli przy jedzeniu i nagle pies się zaczął luzować. Nie tylko w treningu, ale i na codzień, bardzo długo Riko lubił bronić miski, od warczenia po dość histeryczne próby ataku. W trybie, który przedstawiła mi Paula mogę mu grzebać w misce w trakcie jedzenia, a ze strony psa widać lekką ekscytację, ale bez agresji. Zaczął to traktować jak zabawę.

fot. Anna Jędrzejewska

fot Anna Jędrzejewska

Bardzo ważne dla mnie seminarium z wielu powodów. Każdy z prowadzących warsztaty, czy seminarium zawsze reprezentuje sobą jakąś postawę wobec swojego psa, obrazek relacji. Ta, którą obserwowałam pomiędzy Paulą i jej suką Hondą szczególnie przypadła mi do serca.

Ciągle nie do końca rozumiem, jak to jest, że dotąd tłukliśmy namiętnie tą samokontrolę, a odkąd samokontroli robimy mniej pojawiło się jej naturalnie więcej na codzień. Im dzikszy trening, tym pies lepiej się kontroluje w sytuacjach poza treningami. W jakiś sposób eksploatowanie jego naturalnej pobudliwości wpływa na spokój ducha na codzień. Nie nauczysz wariata bycia Mistrzem Zen za jednym pstryknięciem palcami, czasami trzeba mu pozwolić być wariatem, tylko wyznaczyć zasady BHP. Do inspirujących haseł z seminarium dorzucam „dziką flądrę” bardzo ładne określenie na ruch szarpaka i spadam zaplanować kolejny trening 😉

Więcej o Pauli poczytacie na jej stronie I WSZYSTKO JASNE

Na fun page’u PSIEJ KRAINY obejrzycie zdjęcia z całego seminarium.

Share on FacebookShare on Google+Pin on PinterestTweet about this on TwitterShare on TumblrPrint this pageEmail this to someone

Leave a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*

Show Buttons
Hide Buttons