If we were dogs

Motywacja, komunikacja, technika – równowaga w treningu sportowym, czyli warsztaty z Patrykiem Krajewskim

fot. Agnieszka Nowicka

Jakiś rok po adopcji psa trafiłam na artykuły na stronie DOG UP zaczęłam czytać i przy artykule na temat socjalizacji dotarło do mnie, że gdybym trafiła na te teksty wcześniej, uniknęłabym połowy problemów ze swoim psem. Przez rok ścierałam się z narastającą agresją, a można jej było uniknąć. Szczerze polecam lekturę. Nie sądziłam wtedy, że trafię do Patryka Krajewskiego na trening i będę miała okazję porozmawiać z autorką tekstów – Mają Dobrzyńską. Tymczasem zapakowałam łaciaty tyłek Riko w pociąg i pojechaliśmy na trening po równowagę.

IPO to ostatni sport o jakim pomyślałabym w kontekście mojego psa. Elementy które mnie interesowały to budowanie motywacji, byłam ciekawa, czy możemy wprowadzić do nagradzania zabawki (odp. nie :D) i jak poprawić komunikację. Warsztaty trwały dwa dni, organizatorzy z Psarvardu zadbali o fajny teren i dobrą atmosferę. Każdego dnia mieliśmy dwa treningi. Do przepracowania wybrałam sobie dostawianie do nogi, czyli tak zwaną pozycję zasadniczą, którą jak dotąd krzywiłam psu na kilka sposobów (każdy bardzo kreatywny) i zmiany pozycji siad/połóż/stój.

fot. Agnieszka Nowicka

Zabawa to nasz temat tabu. Bardzo chcemy i ja i pies, ale żadne z nas nie wie jak. Nasza zabawa zabawką jest histeryczna, pies ma problem, żeby wejść w zdrową rywalizację, celem jest czysta głowa, dlatego daleko nam do nagradzania zabawką, bo w tej zabawie ciągle jest za dużo chaosu. Nie wiem, czy istnieje ktoś, kto potrafi lepiej się bawić z psem, niż ludzie od IPO. Na dwóch z czterech wejść na trening przyglądałam się zabawie Patryka i mojego psa. Bardzo fajna technika, której mi brakuje i zaangażowanie psa było serio całkiem miłe dla oka. Dowiedziałam się jakie zabawki preferują przy nauce i dlaczego, oraz jak ważny jest chwyt. Myślę, że właśnie ta istota chwytu, która nie bez powodu w obronie ma ogromne znaczenie, bo wpływa na emocje psa, to źródło geniuszu zabawowego IPO ludzi.

Skoro nie dla nas nagradzanie zabawką, a zabawa jest taka ważna w motywacji, to co począć? Bawić się jedzeniem. Takie oczywiste, ale gdzieś tam zgubilam się i zmieniłam w podajnik na żarcie. A tym razem mogłam się pobawić w małe polowanko. Pies dostał cel do którego warto dążyć, motywacja wzrasta sama. Tworzysz z psem stado, na czas treningu może wychodzić się kontrolować, albo polować. Zapracowanie na jedzenie w taki sposób angażuje nie tylko wszystkie zmysły psa, ale i koncentruje go maksymalnie na zdobyczy. Nie da się nudzić, ale trzeba uważać. Samo pobudzenie nie wystarczy, żeby ładnie poprowadzić taką zabawę, emocje, które mu towarzyszą muszą być właściwie skanalizowane, tylko wtedy zamiast histerii otworzy się przed psem kraina łowów. I to co jest piękne w tej metodzie to fakt, że świat przestaje istnieć. I przychodzi to łatwiej niż w nauce tzw.samokontroli. Udało nam się na wejściach zapomnieć o tłuczonej samokontroli, co zaowocowało z jednej strony wyższym pobudzeniem psa, ale z drugiej lepszymi emocjami na treningu. Mniej spięcia widziałam w jego pracy niż na codzień. Pytanie, jak i czy potrafię skanalizować takie pobudzenie. Bardzo powoli wprowadzam do treningów to „nagradzanie przez polowanie”, dzięki temu mogę kontrolować poziom pobudzenia psa i zwalniać do nagrody, kiedy się ładnie angażuje. Zmienia się powoli nastawienie psa – zamiast konkursu o złote gacie poprostu się bawimy, a jak nie wychodzi? Co może nie wyjść skoro to zabawa? W obi ważna jest samokontrola, w życiu też zasadniczo, pytanie, czy można jednocześnie pobudzać psa i sprawiać żeby się kontrolował? Można, jeśli zdrowo rozgraniczymy trening sporotwy i trening codziennego posłuszeństwa. Te sfery zawsze będą się przenikać, ale widzieliście kiedyś biegacza, który próbuje ustanowić „życiówkę” biegnąc po bułki do sklepu? Trening i życie codzienne to dwie przestrzenie w których można, a nawet powinno się wprowadzić zdrowe rozróżnienie. Ten pieseł nie może dawać z siebie 100% przy każdym wyjściu na siku, co nie zmienia faktu, że ma być posłuszny, na pełne zaangażowanie jest miejsce w tych kilkunastu minutach treningu.

Po raz kolejny przypomniano mi, że treningi nie wybaczają niekonsekwencji, bez względu na to co i jak trenujemy. Pozycja przodem do psa w trakcie ćwiczeń wyeliminowała mi kilka problemów z uwagą Łaciatego, ale i nie prowokuje krzywego chodzenia przy nodze. Zmiana mojego tempa poruszania się wpływa na pobudzenie i koncentrację (alleluja, przychodzi mi to dużo łatwiej niż chwalenie psa wysokim głosem, które NIGDY mi nie wychodziło tak jak powinno, a pies patrzył na mnie „jesuuuu…o co ci chodzi kobieto, coś cię boli..?”, sposób chwalenia i miejsce kiedy padają pochwały też zmodyfikowałam, przedłuża się przez większość ćwiczenia, zaznacza psu nie tylko właściwą pozycję, ale i właściwe emocje. Wydanie nagrody stało się bardziej aktywne – pies docenia ją bardziej i łatwiej mu się skupić. To że czacha dymi widać po tym, jak szybko pies wywala jęzor, ale chęć powrotu do pracy pojawia się o 100% szybciej niż dawniej.

Ulubione określenie z zajęć – pies się sucharzy, tak więc nie pozwolę Riko zamieniać się w suchara, zadbam, żeby był ciepłą świeżą bułeczką 😉

 

Share on FacebookShare on Google+Pin on PinterestTweet about this on TwitterShare on TumblrPrint this pageEmail this to someone

Leave a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*

Show Buttons
Hide Buttons