If we were dogs

Jak być „bardziej”?

Poznajcie Rafała. Rafał to nie jest miły pies. Najchętniej skakałby na was godzinami brudząc i śliniąc, chyba, że mu się nie spodobacie (szanse 6 na 10) to na was naszczeka, głośno i upierdliwie. Jeżeli macie psa, schowajcie go przed Rafałem pod chodnikiem, bo będzie ryczał i chciał go zjeść. Rafał szarpie smyczą, kiedy namierzy chlebowy sucharek na trawniku, tak, że wyrywa rękę ze stawu. Uwielbia kupy. Jeść. Rafał nie lubi kiedy człowiek ma JEGO jedzenie, nie będzie pierniczył się z byciem miłym, czy z jakimś tam „will work for food” skoro może się na człowieka rzucić. Co twoje to moje, a co moje to moje to jego podstawowa zasada. Rafał puszcza bąki, szczególnie po płuckach wołowych, które zjada mlaszcząc obleśnie. Uwielbia wypijać wodę z wanny, najlepiej ze sporą ilością chemii i zjadać chusteczki higieniczne, wiadomo z czym. Zawsze będzie próbował podejrzeć co robicie w toalecie. Jeżeli chcecie dobrą miejscówkę na siedzisku przed tv – biegnijcie, zanim dorwie ją Rafał. Jak dorwie (a zawsze to jest dokładnie tam, gdzie chcecie usiąść) dopada go paraliż i głuchota jednocześnie, przepchnięcie Rafała jest męczące, kiedy przypomina z wyglądu i mentalu worek z ziemniakami. Rafał śpi na poduszce. A przynajmniej zawsze tam się budzi.

Moje psy nie są idealne. Kto widział ten wie. Ostatnio poczułam spore zmęczenie. W temacie pracy z psem, to trudne, kiedy się starasz, a efektów specjalnie nie widać. Do tego minął rok. Myślałam, że rok to już wszystko będzie cacy, a tu niespodzianka. Nie jest. Przychodzi do głowy „ale jak to?” albo „chcę moje 35zł, które zapłaciłam za niego w schronisku”. I tak trafiłam na jedną z grup na facebooku, znalazłam tam podlinkowanego bloga, który napisał mi naprawdę mądrze i sprawił, że zmieniłam sposób patrzenia na swojego psa. Dlatego w domu śmiejemy się, że Rikowe alter ego to Rafał (Zadry, to Sandra, ale obie są równie złe). A tak serio?

„Kiedyś byłaś bardziej. Jesteś o wiele mniej bardziej.”

Jakim przewodnikiem jestem? Ile razy wściekłam się, chociaż pies nie miał prawa wiedzieć o co mi chodzi. Ile razy swoim zachowaniem dawałam mu sprzeczne komunikaty. Nie byłam wystarczająco czytelna? Jak często popełniam błędy? Czy poszłabym ze sobą na spacer, trening i miała frajdę z tej pracy, czy zabawy? Czy jestem konsekwentna? Czy on mi ufa? Ile razy wywarłam na psie presję, bo coś „musi”?

Nic nie musi. Trzeba odpuścić, żeby zresetować sobie podejście do tematu i nabrać chęci do dalszego działania. Absolutnie zgadzam się z tym, że pies żyje w społeczeństwie i dostosowanie się do obowiązujących reguł jest konieczne, to co na tym etapie mogę zrobić to nie doprowadzać do sytuacji, które go przerastają, bo to jeszcze nie ten czas. Okazało się, że zamiast wychodzić na pół godziny spaceru, kiedy jest ciemno i pies się boi i drze japę, mogę wyjść pięc razy po 5 minut i za którymś razem jest o wiele spokojniejszy, bo powtórzyliśmy krótkie procedury, które zakończyły się bez szczekania i ekscytacji, bez strachu. Mogę zamiast ćwiczyć z nim 10 minut z klikerem zrobić 10 sesji po minucie w odstępach czasu i pies ma ochotę pracować, a do tego nie ma czasu wkręcić się w akcję „zabiję za żarcie”. Riko to zdecydowanie krótkodystansowiec, kiedy to do mnie dotarło, sporo kwestii zaczyna mieć sens.

„Nie orientujesz się, co może łączyć gawrona i sekretarzyk?”

Integracja/socjalizacja. Grupowe spacery to fajna rzecz. Byliśmy na kilku i bardzo mi się podobało. MI. Jak czuje się pies, którego żywiołem jest ruch, a który jest na lince/w kagańcu? Riko jak biegnie, ma totalny wyraz chaju na pysku, kiedy biegamy wymija psy praktycznie bez burknięcia, zero zainteresowania. Zabieram go więc na spacer grupowy. Mamy od kilku, do kilkunastu obcych psów, w tym samce, których nie ogarnia. Dotarło do mnie w jakim świetle mnie to stawia jako przewodnika. Wprowadziłam go w trudną sytuację w której sobie w ogóle nie radzi, staram się mu pomóc, bo jestem w stanie rozpoznać sygnały stresu, no ale właśnie może na tym etapie „staram się” to za mało? Chrzanię jaki ma to dać efekt za jakiś czas. Budujemy zaufanie, tu i teraz. Tego typu sytuacja je niszczy. Dużo lepszym rozwiązaniem dla nas są spotkania jeden na jeden. I to tych spotkań w pracy powinno być więcej, póki co.

Miska samo zło. Karmienie z ręki to permenentna porażka. Każdy kolejny kęs to pies coraz bardziej spięty i nakręcony do skoku, może więc wcale z tej ręki psa karmić nie trzeba? Może wystarczy dać mu kęs i michę, a następnego dnia dwa, trzy kęsy i michę. Potem znów tylko jeden? Szczerze? Nie wiem. Może kiedyś się dowiem. Póki co staramy się zachować całe ręce.

„Bo ja uważam, że czas powinien wszystko zapomnieć i wybaczyć albo wybaczyć i zapomnieć. Kolejność nieobowiązkowa, a nawet śmiem twierdzić – dowolna.”

To jak nie wiele wiem dociera. Może ciut za wolno, nie ważne. Mam motywację, żeby szukać nowych metod i rozwiązań bo wiem, że nie ma jedynej słusznej odpowiedzi. Jednocześnie chcę pozbyć się presji, którą odczuwam i nakładam na psa, że on musi być jakiś. Dbam o to, aby nikomu nie zrobił krzywdy, nigdy nie ugryzł żadnego człowieka ani nie zranił psa, zapobiegam, więc nikt nie będzie mi mówił, co jest jedyną słuszną drogą i receptą. Postaram się przestać wstydzić, że to taki świr i ogr, bo uwielbiam że jest szaleńcem, nauczymy się to szaleństwo kierunkować. Gdzieś na przestrzeni tych miesięcy zgubiłam „to”, taką radość poprostu z bycia z psem i robienia głupich rzeczy, łażenia bez celu po krzakach. Dzisiaj biegłam z psem i olałam, że właśnie zepsułam wypracowane olewanie kaczek bo wpadłam w kadłubki przycupnięte na wale, a Riko miał odmalowane na ryju „stara w końcu polujemy!!!”. I on był całkiem serio szczęśliwy, a ja zupełnie wyluzowana, pies wyrastał mi przy nodze w sekundę po przywołaniu, miał zaciesz od ucha do ucha. Bardzo potrzebujemy sobie na nowo zaufać, zacząć na sobie polegać, to co w psach jest dobre, a jednocześnie jakoś od zawsze napawa mnie wstydem, to że one nie są pamiętliwe i wybaczają ci twoje słabości i codziennie są gotowe na nowy start. W myśl zasady, że jak jest łatwo to jest nudno znajdziemy rozwiązanie tematu. Może pytałam za wielu ludzi, za wielu analiz wołałam zamiast skupić się na tym co robię ja. Konsultacje, dociekania, ok, spotkałam świetnego behawiorystę który wyjaśnił mi wiele, ale nie ma go z nami na codzień, a to tu w codzienności rozgrywa się cały ten teatrzyk, sama sobie wyreżyserowałam horrorek.

cytaty – film T. Burtona „Alicja w Krainie Czarów”

 

Share on FacebookShare on Google+Pin on PinterestTweet about this on TwitterShare on TumblrPrint this pageEmail this to someone

3 Comments

  1. Anka od Pufy

    Bardzo ciężko jest zrezygnować z pewnej wizji psa, jaką ma się gdzieś tam w głowie, zrewidować to z tym jaki zwierz jest, czego mogę od niego wymagać, ale tak realnie, żeby nie okazało się że pies jest zmuszany do pewnych zachowań a ja nabywam nerwicę i totalne rozczarowanie brakiem postępów. Ja też miałam taką wizję i nadal mam i bardzo często łapię się na złym podejściu do sprawy. Muszę wtedy sama sobie przypomnieć że najważniejsze jest to że : mam psa, mogę z nim fajnie spędzać czas, niekoniecznie machając frisbee, pies mi ufa i lubi robić COŚ ze mną 🙂
    A metody pracy z Rafałem masz super, i mogę powiedzieć że tak ogólnie ani ja ani Puf nie miałyśmy okazji spotkać się z Rafałem, a to chyba sukces ? 🙂

    Reply
    1. Katarzyna (Post author)

      Masz rację:) To sukces. Wiesz, to nawet nie presja w stronę – co on ma robić i jaki być, tylko w drugą, czego ma nie robić i jaki nie być. Może to nawet gorzej;)

      Reply
  2. Eliza

    Trzymam za Was kciuki, tak jak już X razy pisałam (u nas na razie cisza, bo sesja i brrr muszę w końcu zdać biochę-zabrakło mi totalnie kilku pktów). Ja ostatnio doszłam do trochę podobnym wniosków, ale bez wielkiej załamki z rodzaju brak radości z po prostu bycia z psem i refleksji.
    Trzeba się pogodzić, że ma się wariata i nie będzie idealnie. Nie po to, aby się tym ”zasłaniać”, kiedy owy wariat nie zachowuje się tak, jak powinien. Po prostu po to, żeby wrzucić na luz, pracować z nim, ale bez presji i nie denerwować się tak każdą jego porąbaną cechą psiego jestelstwa. 😀 I tak nie wkurzam się już tak, jak Riff się podjara i zacznie mnie ciągnąć, wyrywając mi rękę ze stawu, jak zje piękną dorodną śmierdzącą kupę… Jak napina smycz jak wieśniak – i że nie może się tego oduczyć mimo tego, że bez problemu ogarnął już ok. 35-40 komend (nie żeby się chwalić – dla kontrastu :D), jak odwala koncert jęczenia, bo nie może pójść się z kotkiem pobawić… Może i mamy mniej problemów od Was (brak agresji – jedynie jak jakiś pies mu się nie spodoba, to ryja podrze albo się po futrze poszczypią, ale raczej nie wybiega to poza przeciętnego kundlosa, no i większość psów lubi)… Jego wsiuński sposób zabawy – darcie ryja i skakanie jak dziki (”to oni się bawią, a nie gryzą?!”) – co dziwne przy niektórych psach potrafi to przystopować i dostosować do towarzysza zabawy, a przy psie ze słabym charakterem… wchodzi mu na głowę, bo wie, że tamten ma zbyt słabą wolę, żeby się postawić. Jak złapie jakąś kość albo upoluje mysz i spieprza z tym, biega wokół mnie, dopóki nie zje…
    No cóż, życie z wariatami 😉

    Reply

Leave a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*

Show Buttons
Hide Buttons