If we were dogs

Kilka rad, jak utrudnić psu życie.

Miałam kiedyś psa. Pies nauczył się wszystkiego sam i był tzw. psem bezproblemowym. Pies był ze mną od szczeniaka, a że miał przyjemny charakter, ciężko było go zepsuć. W myśl zasady, że każdy ma takiego psa jakiego potrzebuje trafił do mnie Riko. Pierwsza lekcja – jeżeli wydawało Ci się, że coś wiesz o psach, to ci się wydawało.

Ktoś mądry powiedział mi, ze Riko to mój pies „wersja beta” i to z nim nauczę się najwięcej. I ta nauka trwa, ostatnio padło na twórcze wyrugowanie błędów, które powtarzam, jak szalona. Czas trochę ułatwić psu życie.

WP_20160414_14_50_12_ProGdyby jednak ktoś zastanawiał się, jak być jeszcze większą gapą niż jego pies, et voila, przepis sprawdzony i skuteczny:

  1. Jeżeli twój pies ma problemy w kontaktach z innymi, a szczególnie jeżeli cierpi na (dyskusyjną) przypadłość „agresji smyczowej” najpierw naucz go, żeby się gapił na ciebie na spacerach, a potem TARGETUJ swojemu psu obce psy wzrokiem. Tak, olśniło mnie, że podczas spacerów namierzam psy wzrokiem, nie gorzej niż Riko i gapię się na nie myśląc sobie różne rzeczy, raczej mało optymistyczne. Sporo pracy włożyłam w to, żeby Riko zwracał na mnie uwagę, no i zwraca, tymczasem ja wgapiona w te psy daję mu bardzo jasny komunikat, coś w stylu „Oto twój cel piesku, namierzony, dawaj”. A propos jasnych komunikatów …
  2. PACYNA. Zmień swe ciało w pacynkę, która potrafi wykonać kilkanaście ruchów na sekundę jednocześnie sporo gada, trochę macha ręką, trochę nogą, pochyla się to tu to tam. Pełen luz ogólnie. Zaczęłam oglądać namiętnie filmy z różnych zawodów, głównie obi. Uderzyło mnie, jaką śmiesznie sztywną postawę mają opiekunowie psów. Dopiero wtedy do mnie dotarło, jak wiele na raz nadaję do Riko. Ile niepotrzebnych ruchów wykonuję, a pies nie wie, czy ma usiąść, czy się cofać, jestem zupełnie nieczytelna. On jest uważny, jakby od szczenięcia studiował mindfullness, nie umknie mu nawet zmarszczenie brwi. Tymczasem ja… No cóż. Koordynacja nigdy nie była moją mocną stroną. Przepraszam pies. Poprawię się. Uczę się nie być pacyną.
  3. Stresuj się, że pies się stresuje. Tego nie trzeba opisywać.
  4. Zamień się w RÓG OBFITOŚCI. Nagradzaj żarciem każde zachowanie, albo tak ogólnie nagradzaj, chyba za to, że jest. Motywacja na jedzenie u mojego psa jest ponadprzeciętnie wysoka. Może być zaraz po posiłku, a i tak za żarcie pracuje jak szalony, ale jest i ale. Przesadziłam. Smaki stały się nie nagrodą, a jakąś formą łupu/zajmowacza. Pogubiłam się w nagradzaniu i może nie spadła psu motywacja, ale rozjechała nam się praca nad różnymi zachowaniami, bo wszyscy pogubiliśmy się w temacie „za co właściwie dostaję żarcie”. Z tej okazji zaczęłam pracować nad motywacją na zabawki. Mrocznie skomplikowane, ale nie tuczące.
  5. A propos jedzenia NIECH SIĘ NAŻRE. Po porannym spacerze wjeżdża micha, kolacyjka, oczywiście wjeżdża micha. Wiadomo, że najedzony pies to szczęśliwy pies. Na pewno? Okazuje się, że tylko mi się wydawało, że Ri ma świetną motywację na jedzenie. Odkryłam, jak bardzo mi się wydawało, kiedy kilka dni temu zmieniłam sposób karmienia. Dotąd dostawał połowę porcji po porannym spacerze, ale nie żeby na spacerze nic, potem znowu coś na spacerze, no i koło 19 resztę porcji na kolację. Spokojnie zjadłby jeszcze raz tyle, dla niego nie ma specjalnej różnicy, czy zjada 800g, czy 350g i tak mózg ma głoda. Od kilku dni dostawał tylko kolację jakieś 70% dziennej porcji, a resztę w ciągu dnia, na spacerach. Natomiast od wczoraj O ZGROZO, 90-100% dostaje za pracę. Ma również 100% wyboru może nie pracować, ale wiecie co, nawet mu to do głowy nie przyszło. Ostatnia koncepcja żywieniowa to podpowiedź osoby, która bardzo na to liczę, pomoże w końcu ogarnąć Ciapę. Wychodzę z założenia, że karmienie w tym stylu będzie może i długim, ale jednak przejsciowym etapem. Trochę to skomplikowane przy barfie i chyba pierwszy raz zatęskniłam, za ślicznymi, estetycznymi i niebrudzącymi chrupkami.
  6. MANTRUJ zachowania, których chcesz się pozbyć. „Nie atakuj, nie atakuj, nie atakuj”. Otóż niczym w znanym bestsellerze „Sekret” Rhondy Byrne w psim mózgu, podobnie, jak w energii wszechświata nie ma zaprzeczenie w formie „nie X”. Tak wyszło. Podpunkt o tyle skomplikowany, że narzuca wiarę w czytanie myśli na linii opiekun-pies. Nie wiem, jak wasze, mój czyta całkiem sporo. Jest taka teoria o „myślokształtach”. Mówi w skrócie dużym o tym, że to co myślimy pojawia się koło naszej głowy niczym komiksowy dymek. Ludzie potrafią to wyczuć, nie raz wiadomo doskonale, że ktoś nie darzy nas sympatią, albo wręcz przeciwnie, zanim się odezwie. Dorzucić tu trzeba mikrowyrazy twarzy etc.ale ja tam wierzę i w dymki. No a teraz pies. Trochę ma przechlapane, bo mowy ludzkiej nie rozumie i nigdy nie rozumiał. Mimo to jako gatunek zdaje się doskonale z nami dogadywać. Myślę, że one doskonale opanowały czytanie dymków. A że to są ilustracje nie ma tam miejsca na „nie”. Wyobraźcie sobie jak wygląda „nie atakuj” narysowane. No właśnie. Taka historia. Sprowadzenie swoich myśli na łąkę zalaną słońcem w pewnych sytuacjach bywa trudne, ale znalazłam sobie taki sposób, że na linii potencjalnej akcji, zanim pomyślę o potencjalnej akcji zaczynam czytać napisy. Jakiekolwiek, od przystanków tramwajowych, po szyldy, rozkłady jazdy. Zapychanie głowy treściami abstrakcyjnymi dla psa (najlepiej sprawdziły nam się „usługi ślusarskie profesjonalnie”) sprawia, że ten gapi się na mnie trochę zdziwiony, ale za to akcji brak. Zaleta metody, nie wyglądasz na bardzo nienormalną, ot tak idziesz sobie i się rozglądasz, swojego czasu śpiewałam sobie piosenki, ale jak mi się nuta wyrwała na głos to jednak ludzie trochę dziwnie się przyglądali.
  7. ŚMIEJ SIĘ z zachowań zapowiadających problemy. Psy czasami robią rzeczy zabawne, choć nie koniecznie porządane. Wiadomo. Od początku bawiło mnie przywiązanie Riko i „zazdrość” którą okazywał w stosunku do mnie. Nie ma zbliżania się do mnie, pies wyrasta spod ziemi i staje między mną, a S. Dotknięcie. Nie sądzę. Jakże zabawny to widok, kiedy na kolanie ląduje ludzka ręka a zaraz za nią psi nos, który tę rękę delikatnie, ale stanowczo spycha. No to wszystko całkiem śmieszne było, dopóki nie wyszło, że te zachowania zaczynają się nasilać i z histerycznych przechodzą w agresywne.
  8. IGNORUJ zamiast karać. Dobra grząski temat. Założenia szkolenia pozytywnego są takie, że ignorowanie = kara. W dużym uproszczeniu. Wzmacniaj zachowania pozytywne, takie których oczekujesz od psa, pokaż mu co ma robić zamiast aktywności w danym momencie niepożądanej. Świetnie, całym sercem jestem za, tylko nie ma tak, że jedna metoda sprawdzi się na każdym psie. Nawet jeśli to proste zwierzęta 0 i 1, to są takie, które w momencie ignorowania wykonują w duchu gest „YEAH!!” i doskonale się bawią, dlaczego? Bo to że nienagrodziłeś/łaś złego zachowania nie oznacza, że pies nie nagrodził się sam. Zostało mi to pięknie objaśnione podczas ostatniego spotkania, za co jestem ogromnie wdzięczna. Przykład od roku ignorowałam psa, który łaził za mną po mieszkaniu. Łaził tak że momentami się o niego potykałam, ale ignorowałam. Pies się męczył bo zrywał się za każdym razem, kiedy się ruszyłam. Nie zwracałam na niego uwagi, nie zachęcałam, a on łaził. Dostałam proste i konkretne wytyczne, jak usadzić jego łaciaty tyłek i mija drugi dzień a łażenie za mną spada praktycznie do zera. Dobra to potrwa, ale jestem zachwycona. Nie robimy nic co miałoby cokolwiek wspólnego z przemocą, ja zwyczajnie W KOŃCU uczę się być przewodnikiem. To co jest dla mnie wzruszające to to, że pies się zmienia ekstremalnie szybko i zaczyna być psem. Nie musi już podejmować decyzji i on jest za to ewidentnie „wdzięczny”.
  9. UCZŁOWIECZAJ. Ja? Nigdy. Absolutnie, dobrze wiem, że pies to nie człowiek. Je psie jedzenie, nie nosi t-shirtów, to pies. No niby. Tylko jak usiadłam i zrobiłam rachunek sumienia, dotarło do mnie, że często myślę o nim w kategoriach „będzie mu przykro”. No, psy mają całkiem sporo emocji, ale przykro to im nie jest. Przypisywanie mu 100% ludzkiego odczuwania – oto ja. Może i nie noszę na rękach, ani w wózku nie wożę, ale zdecydowanie za dużo w mojej głowie było psychoanalizy, za mało prostych i jasnych zasad zapisanych kredą w kominie. Koniec i kropka.
  10. Szukaj szczęścia w internecie, ale broń boże nie ufaj intuicji. Prawda jest taka, że zaraz po adopcji szło nam całkiem nieźle. Pies szybko się uczył i był nastawiony na nowe rzeczy, ja z kolei wytyczyłam zasady, których się trzymałam. Potem wsiąkłam w teorie i założenia, podejścia szkoleniowe, do tego stopnia rozwalające moje fundamenty tego co mi się wydawało, że zgłupiałam. Przeraziła mnie wizje, kiedy to mój pies przez awersyjne metody szkoleniowe, czy przez jakąkolwiek awersję nigdy mi nie zaufa i nigdy nie zbuduje ze mną więzi pies – opiekun, a jedynie pies – pan. Nie chciałam w domu mebla, doskonale ułożonego, ale bez charakteru. Możliwe również, że ze względu na zerowe doświadczenie źle zrozumiałam wiele z tego co wyczytałam. Ludzie radzą wszędzie, ale nie zawsze mądrze. Do tego dochodzi moda. Co jakiś czas pojawia się kolejna metoda nauki/szkolenia jedyna słuszna. Jak to NIE ĆWICZYSZ Z KLIKEREM? Szczerze? Ćwiczyłam z klikerem, wiem o co chodzi, pies ma uwarunkowany, ale tak samo ma uwarunkowane „tak”, „dobrze”, „super” i dla mnie to naturalniejszy sposób pracy, bardziej mi odpowiada, to po co mi kliker? Nie twierdzę, że kliker jest zły, doskonale się sprawdza, ale z jakichś powodów wolę hasła i zdecydowanie precyzyjniej zaznaczam psu głosem niż klikaniem, bo mam tragiczny timing. Może kiedyś się przeprosimy, ale póki co odłożyłam na półkę.
  11. Mi to nie przeszkadza. Lubię psy i jakoś nie przyszło mi do głowy stresować się psem pakującym na kanapę kiedy na niej siedzę, czy gapiącym na mnie wzrokiem Kashpirovskyego jak jem. Uderzyło mnie jak haniebnie zachowuje się mój pies dopiero wtedy, kiedy zaczęłam przyglądać się, jaki dyskomfort wywołuje u moich gości. I to gości zdecydowanie psiolubnych, ale mimo wszystko mających kontakt z obcym psem, którego spojrzenie mówi „zabiję za twoją kanapkę”. To że psa znają, a może i lubią nie znaczy, że lubia mieć ślinę we włosach i uszach (no ja też nie lubię). Czy pies, któremu wolno w domu wszystko (nie będę się oszczędzać, bo faktycznie wyszło mi, że w domu nie panowały żadne bardzo określone zasady) to szczęśliwy pies? Tak bardzo nie. Taki zwierz nie jest spokojny i nie czuje się bezpiecznie, różnica, którą zauważyłam po kilku dniach – schodzi mu para i napięcie. To straszne być odpowiedzialnym za cały dom, kiedy tak naprawdę jest się łaciatym osrajmajtkiem. Pilnować tych wszystkich ludzi, drzeć japę, kiedy ktoś chodzi za oknem/drzwiami. To ciężka praca, szczególnie jak się nie wie, co się robi. Pozwolić psu na wszystko w domu, to tak, jakby mu powiedzieć – stary jesteś tu najważniejszy, dbaj o nas. No i on dba, ale serio powierzyłby ktoś dowodzenie oddziałem chirurgii dwuletniemu dziecku?
  12. Spacer na smyczy to nie spacer. To, że ruch jest bardzo ważny, wiadomo. Dlatego niestety zapomniałam, że pies może chodzić na spacery na smyczy i nic mu nie odpadnie. Co więcej, pies który ma problemik z zachowaniem, wręcz powinien chodzić na smyczy. Staram się podchodzić do tematu odpowiedzialnie, więc idę na ten spacer, puszczam psa i zamieniam się w radar patrolujący okolicę. Potrafię dostrzec psa na horyzoncie w setne sekundy (bez względu na rozmiar, rasę, płeć) zobaczę go. Potem udaję, że nic nie widzę i odwołuję swojego psa. No ogólnie pełen relaks. Czy jestem wariatką? No trochę, ale nie urodziłam się taka 😉 Na początku byłam wyluzowana i nawet, kiedy pojawiły się pierwsze (co niestety wiem teraz dopiero) oznaki, że coś tu się psuje, to puszczałam psa luzem, czasami biegł do innego, nie, nie stresowałam się ani nie panikowałam, bo jeszcze nie wiedziałam wtedy, że są powody. No a potem kilkukrotne rozdzielanie szamoczących się psów jakoś tak zbudowało we mnie stres. Bo nie wiem na ile to niewinne szarpanie, a na ile on może się zapędzić i zrobić krzywdę. Zasada – jeżeli pies może, uniknie konfliktu, odejdzie, póki co u mnie nie działa. Riko nigdy nie odszedł od obcego psa, zawsze ekscytacja brała górę i po chwilowym zwąchaniu widziałam jak rósł tak ze trzy razy i bach, ewentualnie w ogóle nie zawracał sobie głowy wąchaniem, tylko wpadał na psa na pełnej prędkości.

IMG_2190Więcej grzechów nie pamiętam. Wymienione, popełniałam z dużą zawziętością, powoli je sobie odkrywałam i się ich pozbywam (wyszkolić psa to pikuś, najpierw spróbuj wyszkolić siebie, to jest dopiero wyzwanie). Wielką pomocą okazała się osoba z którą zaczęłam niedawno pracować nad zmianą zachowania Riko. I swojego oczywiście, ale o tym innym razem.

 

Share on FacebookShare on Google+Pin on PinterestTweet about this on TwitterShare on TumblrPrint this pageEmail this to someone

2 Comments

  1. Missy

    O rany,rany czytałam chyba już z 3 razy,ekstra wpis! Marzę o części 2giej w której będzie prawdziwy poradnik jak sobie z tym wszystkim radzić! To byłby hit nr 2!:) pozdrawiam!

    Reply
    1. Katarzyna (Post author)

      Dziękuję:)

      Reply

Leave a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*

Show Buttons
Hide Buttons