If we were dogs

Obedience – pierwszy start w zawodach, czyli „uwierz w ducha”

IMG_0662

Zapraszam na mini serial pt. „ALE Obedience Sos mi vida”, troszkę tasiemiec, ale ufam, że warto wytrwać do momentu, kiedy Lusesita spotyka Alvaro.

Odcinek pierwszy – Luz Maria

schronDwa lata temu psa wybrałam pod kątem towarzysza do biegania (właściwie jedyny warunek – żeby miał nogi dłuższe niż Zadra, a o to nie trudno). Nie miałam pojęcia za bardzo o istnieniu psich sportów. Riko okazał się takim dość energicznym pieskiem i okazało się, dość szybko, że nie za bardzo umiem z nim biegać. Serio, to ja już nie pamiętam, jak to było. Czy te dwa lata temu wiedziałam, że istnieje coś takiego jak obedience, agility, mantrailing, whatever i to wszystko o czym przez te dwa lata przeczytałam, ale wydaje mi się, że nie za bardzo. Wiedziałam, że psa trzeba nauczyć siad i podaj łapę, że byłoby super, jakby wracał do mnie na spacerze jak go wołam i nie gonił rowerów. Acha i że jak merda ogonem to się cieszy. Wiedziałam też, że od dziecka kocham psy i mam na ich punkcie jobla. Psa wybrałam średniej wielkości, bo mi w domu na większego nie pozwolono (DZIĘKUJĘ!) i tak jakoś na przestrzeni miesiąca od adopcji okazało się, że nie tylko wspólne bieganie to nie jest takie proste, ale nawet tak jakby życie. A wszystko co wiedziałam i to moje wielkie uwielbienie dla psów dały początek trochę skomplikowanej trasie i dla mnie i dla łaciatego padalca.

 

Odcinek drugi – Pobre Diabla

Kiedy już dotarło do mnie, że nie do końca radzę sobie tak wyśmienicie jak bym chciała (zorientowałam się jakoś między naderwanym barkiem, a zeżartym stanikiem) zaczęłam szukać pomocy u specjalistów. Spotkań i rozmów było kilka, nawet jedno szkolenie grupowe i zamiast lepiej było gorzej. Ja wpadałam w coraz większą frustrację i strach, pies robił się coraz bardziej agresywny, coraz mniej się rozumieliśmy. To było takie trochę smutne, trochę żenujące. Oczywiście, że dalej go kochałam, a że z co drugiego spaceru wracałam płacząc z bezsilności to inna sprawa. Kumpela, która spodziewała się dziecka, a miała kilka wątpliwości w temacie savoir-vivre swojego psa poleciła mi Annę Hermińską. Wiadomo, że słyszałam, bo na tamtym etapie znałam choćby z netu większość wrocławskich trenerów i behawiorystów, ale słyszałam różnie no i na pewno tyle, że nie szkoli metodami pozytywnymi, no, a jak to? Jak nie metodami pozytywnymi? Przecież jestem takim świadomym opiekunem psa i wiem, że awersja zniszczy naszą więź, a pies stanie się stłamszonym kapciem. Tylko jest jeszcze takie uczucie, że wiesz, że już tak długo nie pociągniesz i że to nie jest normalne, co się dzieje, no i zadzwoniłam. Pierwsza rozmowa w lutym, pierwsze spotkanie w lipcu. Trzeba dojrzeć? Trzeba. To co zrobiło na mnie największe wrażenie – pamiętała mnie po tych miesiącach milczenia.

IMG_0673

Odcinek trzeci – Muneca brava

Przyszła do nas i myślę sobie, ok, to zobaczysz z czym żyję. Tylko, że nie zobaczyła. Mój pies, który normalnie w jakieś trzy sekundy po wejściu gościa do domu skakał mu po głowie, a już na pewno po całym gościu – wybiegł do przedpokoju, spojrzał na Ankę, zrobił „woof” (bardzo cichutko, żeby nie było) i zwiał. Szczęka mi opadła na podłogę i pomyślałam wtedy „ok, tego dokładnie potrzebujemy”; i to nie jest tak, że rzuciłam się cała szcześliwa i na fali we wszystko co Anka mi zaproponowała. To tak nie działa. Tak, jak trzeba dojrzeć do rozmowy, tak samo trzeba znaleźć w każdej metodzie to na co jesteś gotowy. Ponad pół roku współpracy zajęło mi dotarcie do zakupienia dławika/łańcuszka, potem jeszcze z dwa miesiące zanim zaczęłam go używać, a dzisiaj właśnie zamówiłam nowy, bo staremu przytrafiło się coś dziwnego, a ja dzisiaj bardzo sobię cenię pracę na dławiku, tak ja wielka fanka klikera i metod pozytywnych. Nie minęło wiele czasu i Anka stała się numerem 1 w życiu mojego psa. Ten pies na nikogo, nigdy, nie patrzył z takim uwielbieniem i … szacunkiem. Riko to słaby pies. Psychicznie jest taką kruchą pipą. Jednocześnie jest bardzo pobudliwy i reaktywny. Czego potrzebowała taka mieszanka? Solidnego opierd….lu. Nie wspierania, nie smaczków, nie zachęcania do właściwych zachowań. Tak zupełnie na wstępie potrzebował, żeby ktoś konkretnie pokazał mu gdzie jest jego miejsce. Na wszystkie wymienione rzeczy oczywiście jest czas, ale start to orzeźwiające „co rrrrroooobiszszsz???” To wszystko jest całkiem skomplikowane, w życiu nie sądziłam, że tak bardzo i na pewno nie chciałabym, żeby ktoś z tego wyciągał jakieś dziwne wnioski, to jest tylko i wyłącznie moja opinia, wynika z obserwacji konkretnego psa (no ok, dwóch, a nie trzech, bo jeszcze ten kumpeli). I tak naprawdę to nie o tym miało być, ale o pierwszych zawodach obedience. O tych zmianach chciałabym napisać więcej, ale to co się tu pojawia jest nieodłączną częścią tego, że na te zawody w ogóle mogliśmy pojechać. IMG_0765

Odcinek czwarty – Obedience

nuuuudy… kiedy już ogarnęłam, że piesek taki energiczny i zabawowy, to wpadłam na pomysł, będziemy COŚ robić – frisbee, agility hell yeah! Będzie czadowo. No, nie było. Włączając w to kilka sytuacji, że pies prawie zabił mnie/siebie. Troszkę mnie to zniechęciło do psich sportów, nie ukrywam. No to może dogtrekking? Plany, plany i echo. Po spotkaniu z Anką umówiłam się, że przyjdę na próbę na plac, na trening obi (w głowie – obi to nudy, ale będę socjalizować psa z innymi psami) i poszłam.

Odcinek piąty – Socjalizacja

No i poszłam socjalizować psa. Zamiast psa socjalizowałam siebie przez kilkanaście tygodni. W tym samym czasie pies uczył się obi. No bardzo śmieszne.

Odcinek szósty – Milagros

Dla psa było za wcześnie na zawody, na które pojechaliśmy w ostatni weekend. Było za wcześnie, bo nie przygotowałam go tak, jak mogłam, gdybym zamiast skupiać się na jego relacjach z innymi psami, skupiła się na pracy z moim psem. Taka moja mała obsesja. A mój piesek macha mi łapką „Halo matka tu jestem, mogę zrobić trochę obidjęsów, tak widzę tego psa, mogę go zabić później, ale teraz chcę z Tobą pracować” najwyższy czas, żeby dostrzec jasną stronę Ciapka, tak bardzo starał się mi udowodnić, że potrafi, że byłabym skończoną świnią, gdybym tego teraz nie wzięła.

Jeżeli ktoś, ktokolwiek oczekiwał rzetelnej i solidnej relacji z zawodów, to wielkie „przepraszam”, ale ja wciąż jestem cała w emocjach, po tym co się działo i tak samo wyszło. Obiecuję choć cień relacji z perspektywy człowieka oszołomionego valusedem (takie krople na nerwy, polecam) w najbliższych dniach.

Share on FacebookShare on Google+Pin on PinterestTweet about this on TwitterShare on TumblrPrint this pageEmail this to someone

4 Comments

  1. Anka

    absolutnie podziwiam i wielbię Cię za trzeźwe podejście. to jest strasznie trudne. Odpuścić, zmienić podejście .. Śledzę, patrzę i dopinguję !
    A! i lofciam za myśl, że nie tylko smaczki. jak przy darciu ryjca ryknę na Bukosa albo planuję bardziej dosadne metody szkoleniowe i spotyka się z.. krytyką delikatnie mówiąc ,pocieszam się, że są psy którymi trzeba potrząsnąć a nie siedzieć, trzymać za łapeczkę i głaskać po kudłatej główce

    Reply
    1. Życie z Psem

      Bo niestety jest tak, że ludzie nadużywają. Metody awersyjne jak krzyczenie na psa są po prostu łatwe do wykonania. Niektórzy nie zadają sobie trudu, żeby spróbować czegoś innego i dlatego wiele osób krzywo patrzy jak ktoś krzyczy na swojego psa.

      To ogólnie oznaka pewnego poddania się i przystąpienia do rozwiązań siłowych. Osobiście nie mam nic przeciwko ustawieniu psa – również jestem zdania, że czasami należy się solidny opieprz. Jednak najpierw trzeba spróbować delikatniejszych metod – awersja to ostateczność moim zdaniem.

      Jest też różnica między strofowaniem psa, a ”darciem ryja” 🙂 Niektórzy potrafią taką wiązankę na psa puścić, że największemu degeneratowi uszy więdną.

      Reply
      1. Katarzyna (Post author)

        Metody awersyjne wcale nie są łatwe. Nie porwę się raczej nigdy na opisywanie na czym polegają, bo jestem za cienka w uszach, robię tylko to co umiem, żeby nie pogłębiać problemów błędami szkoleniowymi, dlatego nie mogę się zgodzić, że są łatwe. Są cholernie trudne, choćby dlatego, że KOCHASZ psa i chcesz, żeby wszystko było na różowo i wesoło, ale czasami się nie da i moment w którym to do ciebie dotrze wiele zmienia. To nie jest „poddanie sie” tylko szukanie nowych metod, poddajesz się kiedy przestajesz robić cokolwiek. Inna sprawa, że dla jednego psa awersją będzie „e-e”, dla innego zignorowanie przez przewodnika, ktoś mądry, przepraszam, ale nie pamiętam kto, powiedział „zawsze pracuję z psem z którym pracuję”. Nie ma jednej złotej recepty na dotarcie do każdego psa i tylko mądre połączenie nagrody i kary przyniesie efekty, co do tego czym jest/może być jedno i drugie jak wyżej, patrzysz na psa i wyciągasz wnioski.

        Reply
    2. Katarzyna (Post author)

      Riko zjada całkiem sporo smaczków, dostaje w nagrodę zabawki i coraz lepszą (bo się uczę) nagrodę socjalną, ale odkąd wie, że za złe zachowanie czekają go powiedzmy „kłopoty” – normalnieje. Każda skrajność jest zła, sęk w tym żeby znaleźć złoty środek, choćby po to żeby nie zwariować 🙂

      Reply

Leave a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *


*

Show Buttons
Share On Facebook
Share On Twitter
Share On Google Plus
Share On Linkdin
Share On Pinterest
Contact us
Hide Buttons