If we were dogs

Pies, który jeździł koleją.

Długo czekaliśmy w tym roku na wakacje. Nie narzekam, wrzesień, to moja ulubiona pora roku. Szkoda, że udało się wyjechać tylko na tydzień, ale udało się. Cały wyjazd został zaplanowany tak jakoś spontanicznie. Długo obawiałam się, że z „takim” psem podróż pociągiem to niewykonalne, ostatecznie stanęło na krótkim – jedziemy. Nie przekonamy się, czy to dźwignie, jak nie pojedziemy.

Krótko tłumaczę „takim”: osrajmajtek, agresor, szczekacz, boidupa, ogólnie słabo zsocjalizowany i takie tam. Ani duży ani mały, ale ciężko go na ręce wziąć i ukryć przed całym strasznym światem.

Pojechaliśmy do Bydgoszczy. Ok. 5h w pociągu. Potem samochód i urocze działki nad jeziorem. Tak RODOS (czytaj Rodzinne Ogródki Działkowe..Ostatniej Szansy(?)) to było to czego nam trzeba. Doskonale wyludnione we wrześniu, mało dzieci, mało psów plus prywatny domek rodziców mojej lepszej połowy gwarantował, że nie trzeba było się tłumaczyć z zachowania nieokrzesanego ogra, jakim jest Riko. Prawie wcale się nie tłumaczyłam.

Podróż pociągiem. No cóż. Nie było źle, tak naprawdę. Przedziały drugiej klasy nie specjalnie przewidują przewóz psa, który zajmuje miejsce na podłodze. W stronę Bydgoszczy było ok, bo przedział był pusty, ale w sytuacji zajętych np. 4/6 miejsc pies się nie zmieści. Riko to chudziak, a zajmował dupskiem przedział od mojego siedzenia po drzwi. Oczywiście, że mógł się zwinąć w kłębek pod siedzeniem, ale on nie specjalnie lubi ciasnotę więc wywalił psie ciało na całą szerokość przedziału. Dopóki nie dosiadła się do nas Pani co jadła „Grześka” wtedy to był najmniejszym i najchudszym psem, co całym sobą błagał o kęs chociaż.

full print 1page

Z pozytywów: konduktor powiedział, żeby zdjąć psu kaganiec, bo po co ma się męczyć, Riko tylko chwilę oszczekiwał przechodzących po koratyrzu potem zaczął się cieszyć na ich widok. Super wyluzowany  nie był, ale poradził sobie doskonale. Zadra, to weteranka podróży pociągiem. Wsiadła i pojechała. Normalnie.

W Bydgoszczy doszło do małego incydentu, kiedy to teściu się witał „na misia”, a Riko uznał, że ten typ nas atakuje. Ok, moja wina, wiadomo, jak przytulanie wygląda z perspektywy psa, szybko udało się zatrzeć kiepskie pierwsze wrażenie i pojechaliśmy na RODOS.

IMG_20150914_091012

Psu się spodobało. Zobaczył jezioro i oszalał. Próbował skoczyć prosto to wody skracając drogę susem z 2m wyrwy, a ja prawie zemdlałam „połamie nogi, połamie nogi..!”. Oczywiście, że zarył ryjem w piach, ale i tak mu się podobało. Kamikadze.

Jezioro to był absolutny psi-hit wakacji 2015. Ciężko było psy wyciągnąć z wody.

full print 1pageHarce, harce, ale na mały sparing nie ma złej pory, oba mają charaktery, więc konkurencji o patyk, wodę, piach było sporo, konkurencji o wszystko właściwie. No ale ogólnie całkiem nieźle sobie radziły, bywało ostrzej, ale bez rozlewu krwi. To co mnie zaskoczyło, to absolutna histeria Riko, kiedy wchodziłam do wody, albo ktokolwiek zbliżał się do wody. Psu w skrócie odwalało. Rzucał się na bombę, pływał w kółko, pił wodę jak szalony. Behawiorysta, egzorcysta? Nie mam pojęcia. Wyglądało to na klasyczne bronienie zasobów, ale wydanie typowo w stylu Riko „jak wypiję całe jezioro, nikt go nie dostanie”.

full print 2page2

Nie dziwię się, że Zadra się wściekała. Jak ważysz 5kg (o przepraszam 4,5kg), a ktoś TAK  zachęca cię do zabawy (patrz poniżej) to też bym wiała albo walczyła..

IMG_0118To nad tym jeziorem, Zaderka dwa lata wcześniej przekonała się do wody, duży sentyment.. Riko wodę kocha. Jedyne rozczarowanie – brak kaczek do ścigania wpław.

IMG_0401

Poza jeziorem były jeszcze stepy „akermańskie”. Super piękne przestrzenie, otwarte, puste… No idealnie poprostu.

IMG_0042

IMG_0043Trochę zastanawiałam się nad tym co tam się wydarzy w psiej głowie na dzikich terenach, ale instynkt łowczy/myśliwski – 0 (nie wliczamy dzikich poszukiwań myszy). Nie specjalnie tropił, poza kopaniem dziur, to Zadra zwiała nam w ostatni dzień pobytu za sarną, Riko widział raz małe stadko w lesie i no cóż.. wystraszył się.

Większość pobytu pies miał paszczę pełną piachu. No i nie udało mu się dopaść ani jednej myszki, na szczęście.

IMG_0087Ucieknie, nie ucieknie? Mamincycki  nie uciekają;)

IMG_0065No i klasyka, nie ważne, jak bardzo nie tknięty stopą ludzką teren Riko zawsze znajdzie śmieci, a co. Butelki to jego mini fetysz, jeśli gdzieś są, to on je odnajdzie.

IMG_0040

Jak jużeśmy się nałazili po tych ostępach to było dużo jedzenia i relaksik.. W lesie psiaki na smyczach, bo Riko lasu się bał, a Zadra chciała zwiać za zwierzęciem jakimś.

IMG_0323

Lasy nie były przeogromne. Mimo to co krok, pojawiały się zwierzaki, a to sarny, lisy, wiem, że nie panuję nad swoim psem do tego stopnia, żeby mógł biegać bez smyczy w takim miejscu. Jeszcze mniej on panuje nad sobą, dlatego dla swojego spokoju, po lesie, tylko na sznurku.

IMG_0439 IMG_0447Były również próby zdjęć pozowanych, Riko na bloga bloga ci robię.. Nic z tego, nie da się usiedzieć, nie ma czasu, siedzenie jest zbędne.

IMG_0288 IMG_0301

IMG_0463Wakacje, po dwóch tygodniach pracy, to blade wspomnienie. Z przyjemnością wróciłam do zdjęć, żeby wybrać coś do tego wpisu. Dobre doświadczenie. Ok, było trochę wstydu raz, czy dwa, ale to co udało się zauważyć, to że pies wrócił tak samo wyluzowany jak my. Nagle okazało się, że „mrocznyczłowiekwyskakującyzzawinkla” nie wart jest uwagi, ani szczeknięcia, jakiś odważniejszy się zrobił i mniej spięty. Myślałam, że pustkowie sprawi, że zdziczeje, tymczasem on się uspokoił, nie żeby tak na zawsze, ale zdecydowanie nowe doświadczenia jakoś rozciagają psią perspektywę, niby stresują, a wyciszają jednocześnie. Wyciągam wnioski na przyszłość i czekam na kolejne wspólne wyjazdy.

IMG_0459

 

 

 

Share on FacebookShare on Google+Pin on PinterestTweet about this on TwitterShare on TumblrPrint this pageEmail this to someone

Leave a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*

Show Buttons
Hide Buttons