If we were dogs

Run Riko Run – o psie zabieganym.

Wiatr to fantastyczny wynalazek, tak pięknie usuwa niepotrzebny mętlik w głowie. Mojej i Riko. Nie uprawiam z bardzo różnych powodów żadnych typowo psich sportów, nawet nie wiem, czy chcę, ale biegam razem z moim Szałaputą.

Kiedy zapadła decyzja, że w domu pojawi się drugi pies, pierwszy mój argument „ale żeby miał nogi (przeciwnie do Zaderki) i żeby mógł ze mną biegać”. A kiedy Ri się zjawił, przestałam biegać na dobrych kilka tygodni, bo okazało się to trudniejsze niż myślałam.

Początki wyglądały tak, że każda moja próba podbiegu kończyła się psem obskakującym mnie i próbującym wylizać twarz na zmianę z szarpaniem zębami smyczy. Jakoś tak wyszło, że spacery z psem wypełniły czas wolny, gdzieś to bieganie się zgubiło po drodze, do maja, rok temu. Wróciłam z pracy w jakimś nędznym nastroju i tak sobie patrzę na Ciapka i mówię mu „Idziemy biegać”. I to było dobre.

WP_20160528_10_16_01_Pro

Zawsze biegałam z muzyką, rytmem ze słuchawek. Bieganie z Riko pozwoliło mi znaleźć nowy rytm – psich łap. Czytałam ze sporą fascynacją książkę „Urodzeni biegacze. Tajemnicze plemię Tarahumara.” Christophera MacDougalla. Książka o wyjątkowych ultramaratończykach w sandałach ze starych opon daje do myślenia. Zaczynasz się zastanawiać, gdzie po drodze zgubił się kontakt, a pierwsza chyba moja myśl, kiedy chodziłam boso po trawie, piasku, asfalcie. Jaki rytm czują Indianie Tarahumara? Ziemi. Raramuri mają takie przysłowie „Kiedy biegniesz po ziemi i biegniesz razem z ziemią, możesz biec bez końca”. A czego mogą niby nauczyć psie łapy? Są zdecydowanie bose. I dawno nie widziałam takiego kontaktu z ziemią, jaki ma pieska noga. Podczas jednego wolnego biegu miałam psa 3-4 m przed sobą i zaczęłam gapić się jak stawia łapy, jak pracują mięśnie. Biegł równo i spokojnie, truchtem i ten bieg był zwyczajnie doskonały. Zamortyzowany, zgrabny, swobodny. Wierzcie lub nie, ale można to naśladować, przynajmniej próbować ze swoimi śmiesznymi ludzkimi kuśtykami, zmanierowanymi cywilizacją;) Poszukajcie w ramach eksperymentu swojej dzikiej stopy. Dobra zabawa. Poza tym, że można sporo poprawić w ten sposób w technice biegu, to okazało się, że taki rytm transuje lepiej niż muzyka i dobiegłam dalej niż zaplanowałam i nawet tego nie zauważyłam.

Scott Jurek z kolei pisał w swoim „Jedz i biegaj”

„Zasada jest prosta i surowa: biegnij, aż już nie będziesz mógł. A potem pobiegnij jeszcze trochę. Znajdź nowe źródło energii i woli. I biegnij jeszcze szybciej”

Tego też potrafi nauczyć pies. W gorące dni bieganie jest trudniejsze, szczególnie dla czarnego psa, czasami zwalnia, widać po nim zmęczenie, popływa chwilę i wyskakuje z nowymi siłami, pogoni za ptakiem, wytarza się i wygląda jakby mógł zrobić jeszcze z 10km, ale najbardziej wzrusza, że tym źródłem energii i woli jesteś dla psa Ty. Zrobi wszystko, żeby być obok, poszuka w łapach tyle sił ile trzeba, żeby cię dogonić. Co prawda jest ode mnie szybszy, ale z okazji bycia gapą nadrabia czasami podwójną trasę. Cóż skoro wykopanie dziury jest takie ważne. Jeżeli wiem, że raczej nie napotka na trasie psa/przechodnia, nigdy na niego nie czekam; czasami tylko odwrócę się i krzyknę mu „Dawaj, dawaj, jesteś Zwycięzcą!”.

Zasadniczo przez większość czasu to ja bronię psa, zamiast pies mnie. Tak naprawdę kawał z niego cykora, ale kilkukrotnie zaskoczył mnie swoją postawą na trasie wobec dziwnych osobników. I nie ma co, biegając z psem, czuję się bezpiecznie, wybieram odludne miejsca, albo dziwne godziny. Zastanawiałam się kiedyś, czy on w sytuacji zagrożenia zrobi coś, czy będzie wiał. Miałam niestety okazję się przekonać. Nie był to żaden atak, zwyczajnie wbiegł na mnie Pan biegacz. Nie wiem, człowiek normalnie się zamyślił, ja z kolei nie zbiegłam w bok, bo byłam przekonana że jednak na mnie nie wbiegnie. Ri z bulgotem wylądował na jego plecach. Wszyscy cali poprzepraszaliśmy się, Riko tylko nie ogarnął, czemu ja rozmawiam z napastnikiem.

WP_20160528_10_08_11_Pro

Bieganie, niby taka prosta i naturalna sprawa, ale pojawia się sporo pytań. Taki np. Sprzęt. Nie, nie dla mnie, dla psa. Mam lekką obsesję, na punkcie obciążeń układu ruchu. Zwyczajnie boję się zrobić psu krzywdę swoją brawurą. Moja druga połowa zaśmiewa się ze mnie, kiedy wlekę do domu kolejne szelki, takie już na pewno ostatnie, bo idealne, oczywiście do czasu. Dzisiaj potrafię z zamkniętymi oczami nazwać model i opisać jego wady i zalety. Trochę, żeby się usprawiedliwić, Ciapa to Ciapa. Widziałam psy w szelkach no name, całkiem zadowolone z tego co mają na sobie. Mi się trafił jakiś super delikatny okaz. Wszystkie szelki albo go obcierały, albo leżały tragicznie, jednocześnie powodując dyskomfort podczas ruchu, od jednych utykał (?). Jeżeli ktoś miał „przyjemność” biegać w obcierających butach, nigdy nie zrobiłby czegoś takiego psu.

Przerobiliśmy takowy asortyment:

  • norwegi z Trixie; wygodne, miękka taśma, nie obcierały, ale nie ma opcji na ciągnięcie, przy szybkim biegu blokują psu łopatki, co wykoślawia ruch
  • guardy, bardzo porządna firma ManMat, doskonale uszyte, ale nie mogłam dopasować rozmiaru, za duże chomąto względem obwodu klatki piersiowej, rozmiar S kręcił się podczas biegu wokół psa, dość ostra taśma wytarła mu sierść na klatce, no i podczas ciągnięcia urażało go metalowe kółko na mostku, no nie jest to haszczak osierściony niestety
  • front range, model po którym sobie dużo obiecywałam, wydarł psu sierść z klaty do wielkiego łysego placka, namoczone były super ciężkie i długo wysychały, no i wypadały na jego niewymiarowym kadłubku za wysoko w związku z czym efekt był taki jak na obroży, ryły po krtani, nie doczekały lata, ale obawiam się, że były też dla niego zbyt zabudowane

No i przyszłą kolej na sledy, pierwsze dostałam z sali. Znowu problemem było dopasowanie rozmiaru. Ri ma głęboką klatkę piersiową, za to oglądany z góry jest chudy jak przecinek, do tego ma metry skóry na karku i jest kwadratowy prawie równo 55cm wysokości i 55cm długości. Adonis 😀

Polecono mi WzR Dog Equipment. Olśnienie, szelki uszyjemy na wymiar i to był strzał w dziesiątkę. Sledy leżą doskonale, a co więcej są zrobione z jakimś magicznym podszyciem, które namoczone nic nie waży, schnie bardzo szybko, nie brudzą się i przetrwały tarzanie w cuchnącej rybie, nie specjalnie nawet śmierdziały po wypłukaniu. I cena jest bardzo ok. Polecam z czystym sumieniem.

No to mamy sledy. A dalej: smycz z amortyzatorem, amortyzatoror przepinany osobno i taśmę 10m. Plus szeroką na 4cm obrożę. Wydawać by się mogło sporo, ale wszystko mi się przydaje, bo biegamy sobie na razie różnie. Wersja weekendowa (czytaj trasa zawalona psami, biegaczami, rowerami, dziećmi, a mój nie ogarnia i luzem go nie puszczam) – pies biegnie w obroży, przy nodze , czasami z amortyzatorem, bo szansa, że nie szarpnie jest taka jak to, że ja zjem „tylko jedną kostkę” czekolady. W sledach zabieram go jak nie ma aż tak dużego tłumu, Riko jak już wystrzeli do psa, to nie ma zmiłuj i opanowanie 20kg chaosu w sledach jest trudne. Na obroży problemu prawie nie ma. Pewnie, że „chłopak na opak” lubi w obroży ciągnąć, a w sledach biec przy nodze, ale pracujemy nad tym. No i sledy służą też na szybkie i intensywne wybiegania, kiedy nie mam dużo czasu, a pies ma dużo energii (raz próbowałam, kiedy ja miałam dużo energii, ale pies nie miał czasu, bezsensu). Fascynujące jest to, jak pies reaguje na zmiany tempa i komendy, których się nie uczył, ale to jak je wypowiadasz wystarczy. U nas jest „go, go, go!” i już biję się piętami w tyłek. To przy moim futrzastym trenerze dotarło do mnie, że muszę jeszcze wzmocnić nogi. Kiedyś czytałam o komendach wydawanych koniom, okazuje się, że na psa działają tak samo. Krótkie i mocne – go! – przyspiesza, a jak zaciągniesz spokojnym tonem „poooowoooli” hamuje. Prosta maszynka. No i jedna z ważniejszych „do przodu”, głównie wykorzystywana przy mijaniu innych psów, znaczy tyle co choćby się waliło i paliło ciśnij ile bóg dał sił w łapach. I o dziwo działa. Riko nie atakuje psów, jak biegamy, no chyba, że jest jakaś super trudna sytuacja.

Bieganie to jego praca, ale moje ulubione bieganie to „zabawa w syfa”. Bieganie totalnie luzem i bez mojej kontroli (za wyłączeniem odwołania od sarniny i od wędkarzy w krzakach). Pies najpierw szaleje, kocha to, ciśnie kółka, tapla się w rzece, żeby potem wytarzać w piachu, kopie dziury i dobiega zdyszany do mnie, a potem się uspokaja. Zaczyna sam z siebie biec przy nodze, zagląda na mnie i trąca co jakiś czas z barku. Kiedy zaczyna równać krok do mojego, albo leci lekko z tyłu i trąca mnie zimnym nochalem, nie mogę się nie uśmiechnąć „mamy to”. Wracam po takim bieganiu uwalona błotem po szyję (Riko bardzo aktywnie uczestniczy w rozciąganiu) i najbardziej szczęśliwa.

Ruch to język, który pies rozumie. Nadal bywa pod górkę, ale dużo się od siebie uczymy. Bieg to jego zadanie. Kiedyś spodobał mi się cytat z Zofii Mrzewińskiej „Wilki nie chodzą na spacer”. I jakkolwiek nijak nie mogę w Ciapie doszukać się tego wilka, to kobieta miała rację. Tak więc polujemy. Musimy złapać myśli za ogon i dogonić wspólny język, czasami z językiem na brodzie.

Bieganie to nasza rozmowa.

Share on FacebookShare on Google+Pin on PinterestTweet about this on TwitterShare on TumblrPrint this pageEmail this to someone

3 Comments

  1. Eliza

    Super post. Może w końcu mnie zmotywuje do biegania. 🙂 Aczkolwiek lenia mam strasznego, do tego lekką astmę i jakoś tak odwlekam to w czasie. 😉 Riff by się pewnie ucieszył.
    Rozgrzewasz jakoś Riko do biegu? Po coś robicie w ramach ”coolingu”?

    Reply
    1. Katarzyna (Post author)

      Spokojnie, ja popalałam fajki jak zaczynałam bieganie i też nie raz płuca wypluwam;) Rozgrzewkę najczęściej pies sam sobie funduje, przy bieganiu luzem nic specjalnego nie robię. Natomiast jak ma biec i ciągnąć najpierw idę z nim chwilę, żeby załatwił toaletowe sprawy, potem poprostu truchtam przez kilkadziesiąt metrów zanim przyspieszę. Cooling różnie, bywa że wracamy spacerem, albo poleżymy w trawie trochę, biegam nad Odrą i pies pływa co chwilę, więc ma dosyć lajtowe warunki do biegania:) A no i jak poszalejemy z czasem albo kilometrami to go masuję w domu czasami.

      Reply
  2. Aga od Małego Czarnego Bąbla

    Świetny wpis! Z wielką przyjemnością się go czytało 🙂 Przyznaję, że nieźle mnie zmotywowałaś do ruchu i poszukiwania dzikiej stopy!

    Reply

Leave a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*

Show Buttons
Hide Buttons