If we were dogs

Samce Alfa z gatunku Homo Sapiens.

Ze sporą dozą empatii dzielę z większością psiarzy klasyczne „spacerowe masakry”. Psy podbiegające do nas totalnie poza kontrolą właściciela, małe ogony-ujadacze, dzieci o imieniu „idźpogłaszczpieska”, no i cały wielki klasyczny bagaż słabych akcji poza domem. Nam się trafiają też bonusy do tego całego spectrum.

Spaceruję z psem bez smyczy, wały nad Odrą, ciepło. Z daleka namierzam rodzinkę, tato, mama, dwójka brzdąców, siedzą nad samą rzeką. Pies na smycz, bo może być różnie, szczególnie, że rodzina zaczajona w krzakach (zaskoczenie dla reaktywnego psa, nie, dziękuję). Pies stadko wypatrzył, trochę się spiął, ale idzie grzecznie. Wtedy tato – samiec alfa zaczyna szczekać, najpierw jakby nieśmiało, potem już donośniej, żeby zachęcić dziatwę najwyraźniej; no i maleństwa się przyłączają. Szczeka już więc trzy osoby (mama jakaś super stabilna, bo nie szczeka). Pies oczadział, im większe jego zdenerwowania, tym zapalczywiej szczeka rodzina. Wiejemy, nie wiem, czy go obrazili, czy posiadali moc komunikacji ze zwierzętami, bawili się doskonale. My mniej.

Na zmianę, żeby nie było, ja też oczywiście czasami działam jak ostatni baran, raz wychodzi lepiej raz gorzej. Długo pracowałam z Riko nad wędkarzami, sporo ich koło nas w sezonie, a że dziwni są to wiadomo. Osiągnęłam już niejakie sukcesy, pies zaczął ignorować człowieka z długim kijem, więc poczułam się pewniej i przestałam go kontrolować, kiedy na horyzoncie pojawił się wędkarz. Sympatię do tych Panów Riko wzmocnił sobie sam.. Napadł na jednego z nich i wyżarł mu robaki z pudełka. Czyste białko. Przepraszałam, nawet chciałam straty rekompensować, ale Pan na szczęście burczący, ale nie roszczeniowy się trafił.

Wieczorne i nocne spacery nie są super łatwe, pies się boi i ekscytuje jednocześnie. Kiedy robi się ciemno najmniejszy cień/ruch potrafi sprawić, że Riko wybuchnie swoim zawodzącym burackim szczekiem na całą dzielnię. Wychodzę z nim na ostatnie lanie często koło 24-1, więc odczuwam głęboki wstyd, kiedy coś takiego się wydarzy. Browar tuż obok nie pomaga. Piąteczek. Idziemy, po drugiej strony ulicy kilka osób na cały za przeproszeniem ryj śpiewa piosenkę pt. „Sto lat, sto lat..” dla Lecha K. (nieco nie na bierząco byli biesiadnicy). Pies ryczy, oni jeszcze głośniej, chwili konsterny i zaczynają padać teksty „Ty jaki pies, co byś zrobił, jakbyś miał takiego sąsiada” no i personalnie „Już późno niech ten pies nie szczeka”. Ok, ja wiem, że to ja muszę psa nauczyć zachowywania spokoju w takich sytuacjach, ale serio? Ich krzyki były równie donośne i nie ukrywam, że mnie trafiło i ich ochrzaniłam.

Radość z zaczepialstwa jest chyba duża. Zdarzył nam się Pan stojący na środku chodnika i cmokający do psa, im bardziej pies się wkurzał, tym Pan z większym zacięciem cmokał. Wiem, pies taki nie wychowany, a Pan taki inteligentny.

Ćwiczymy spokojne przechodzenie przez ulicę, szczególnie różne skrzyżowania i takie tam. Im większe tym trudniej. Riko zaczepia ludzi, ja go skupiam na sobie i tak do usranej śmierci. Ciśnie babcia. Już widzę, że egzemplarz z tych przyjaznych, bo łypie na nas. Jak jest tłum, chcesz, nie chcesz idziesz tam, gdzie wylosowałeś miejsce na pasach, akurat koło przyjaznej babci z siatą. Riko pcha łeb do siaty. Siara (to uczucie towarzyszy mi dość często, więc luz, opanowałam, je do perfekcji). Na to babcia „Jezu, jaki on chudy” i pach kiełbasa, może parówka i skarmia z ręki. Aktualnie, ćwiczymy spokojne chodzenie po pasach i nie wsadzanie głowy do zakupów ludziom. Jest super. Swoją drogą, nic tak nie działa, jak przypadkowe wzmocnienie, zaskakujące, taki dar niebios typu robaki wędkarza, albo parówka babci.

Nieważne ile parówek zjadł ode mnie, żeby się czegoś nauczyć. Rada dla mnie samej – zaskocz swojego psa.

 

 

Share on FacebookShare on Google+Pin on PinterestTweet about this on TwitterShare on TumblrPrint this pageEmail this to someone

6 Comments

  1. Dziki Dziczek

    Cmokający Pan trafił nam się wczoraj – Misza z wrażenia odskoczyła na stojące na parkingu auto i zaczęła drzeć papę, no bo jak to – mieli być nieszkodliwi a jeden z tych potworów (i to w dodatku samiec!) się zaczepia 😀
    Opierdoliłam więc po równo Pana (na cholerę cmokasz na nie swoje?!) i psa (na cholerę SZCZEKASZ?! Nie dotknął cię nawet głupi buraku) i poszłam dalej. Sytuacja mnie zaskoczyła, psa zaskoczyła, ale trudno. Na moje szczęście Miszon nie reaguje tak jak Riko, jakbym miała takiego Ciapka to bym ich chyba wszystkich rozstrzelała za takie akcje jak ta z darciem mordy, słowo daję.

    Reply
    1. Katarzyna (Post author)

      Ja się zastanawiam, czy nie zacząć go poprostu puszczać ze smyczy, skoro tak bardzo Ci ludzi pragną kontaktu, to właściwie czemu nie? 😉

      Reply
  2. Eliza

    Hahahaha, szczekająca rodzina mnie rozbroiła – chociaż sama miałam sytuacje ze szczekającymi ludźmi… Nie będę się rozpisywać, bo mój ostatni post o tym był (na razie blog ”umarł”, bo sesja). Ludzie potrafią wszystko pięknie schrzanić, brak im wyobraźni, ba, większość wgl nie pojmuje, że z psem można nad zachowaniem pracować.
    Btw, przylookałam na grupie BARFOWEJ, że pisałaś – i trochę wzbudziłaś moje objawy, bo nosimy się z zamiarem przejścia na BARF. A tu nagle myśl: a co jak mi kudel się zepsuje? Bo powiem szczerze, że z tego, co piszesz, to my mamy już mniej problemów z mijaniem ludzi i psów, głównie psy zostały (odwołanie jak widzi psa, lepsze mijanie na smyczy).

    Reply
    1. Katarzyna (Post author)

      W końcu znajdę w sobie ten spokój, żeby nie chcieć tych psujów bić po twarzy (tych co robią to celowo). Barf temat rzeka, ale u nas problemy nasiliły się bo pies ma więcej energii, to naturalne i trzeba się z tym liczyć, a że on nie potrafi sobie z energią radzić do końca, takie są efekty. Natomiast poleciłabym każdemu taki sposób karmienia.

      Reply
      1. Eliza

        No troszke boje sie tej nowej dostawy super energii, bo Riffowi juz odbijalo jak raz moj chlopak zamowil karme active z większa iloscia bialka. Pewnie koniec koncow i tak sie zdecydujemy, w razie wu i tak mozna zamiast malej czesci miesa wrzucic troche wypełniacza zeby zbić ten poziom bialka. Ja tam nie jestem za restrykcyjnym Barfem i strasznie rozwala mnie takie sztywne podejscie – wszystko w granicach rozsądku.:)

        Reply
        1. Katarzyna (Post author)

          Nic się nie bój, to co wypracowałaś z psem nie zniknie bo poje mięsa. A nasze „problemy” to kwestia tego, że jeszcze musimy się dużo nauczyć. Na pewno więcej niż Wy. Co do restrykcji. Jako podstawę żywienia mamy barfa, ale jak nie mam czasu to na trening biorę „froliki”, kiedyś (o zgrozo!) robiliśmy w domu kliker na kawałku chleba, bo nic innego akurat nie miałam, a chciałam poćwiczyć. I bywa, że nagotuję psu ryżu albo ziemniaków do konga, choć żywieniowo to bezsensu, to ma frajdę i nic złego mu się od tego nie dzieje. Popadanie w skrajności jest słabe. Często słyszę, że „to nie barf, po co mu to dajesz”, bo a)akurat to mam b) jest tanie. Plus nie mam kasy na mięso z eko hodowli, kupuję w mięsnych, ale również w marketach. I to mięso też nie jest jakieś pozbawione chemii i takich tam, więc nie sądzę, że zboża, czy jakieś wynalazki będą aż tak „mordercze”. Poprostu obserwuję psa. Ostatnio dałam „ciała” bo kupiłam mu rossmannowe paski z czegoś tam. Kolor wydawał mi się podejrzany, ale nie pierwszy raz. Po zjedzeniu w ramach nagrody 2-3 sztuk następnego dnia pies oddał qupę w kolorze identycznym co wspomniane paski, radośnie ruda, jakby wrąbał zardzewiałą rurę kanalizacyjną. I teraz wiem, ze już tego nie kupię, resztę wywaliłam, bo wysmarowali to jakimś syfskim barwnikiem. Tyle, uczę się na błędach:)

          Reply

Leave a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*

Show Buttons
Hide Buttons