If we were dogs

Zima w Ciapki

Zimowe fronty nawiały nam trochę kłopotów. Początek grudnia Riko rozpoczął spektakularnymi problemami jelitowymi i wycyckaniem mojego i tak chudziutkiego portfela do zera. Szczęście w nieszczęściu znalazłam genialny gabinet weterynaryjny, polecam ze względu na diagnostykę, która powaliła mnie na kolana klik

Póki co żywieniowy marazm. Surowiznę odstawiliśmy na najbliższy miesiąc, bo ogólny stan kiszek wyklucza dojście do tego, czego pies tak bardzo nie toleruje. Żadne testy nie będą na tą chwilę wymierne, a pies musi jeść, więc zdecydowałam się na powrót suchego. Mimo tego, że barf to jest bardzo dobry sposób żywienia, zaczynam się zastanawiać, czy aby dla każdego psa. Na tą chwilę poprowadzenie barfa przy nietolerancji pokarmowej wyklucza te mięsa, które pies dotąd jadł, a więc – wołowina i praktycznie cały drób, pstrąg, łosoś, wieprzowina, jagnięcina. Zostaje nam dziczyzna i oczywiście suplementacja wapnia, bo kości nie wolno. Naturalnie wapń suplementuje się skorupkami jaj, ale jaj też mu nie wolno, więc zostaje preparat z apteki. No i straciło to dla mnie sens. Barferskie wizje nowotworu, który zabije psa karmionego suchą karmą pełną konserwantów przemawiają do mnie słabiej, niż wizja psa, którego zabije zakażenie panoszące się w organizmie. Na pierwsze dowodów brak, na drugie mam kilka na papierze i w wynikach usg. Wybór był prosty. Sam Riko ma głęboko w swojej schorowanej d…e, czy wciąga udko z kaczki, czy miskę żużlu. Jest mu to zwyczajnie obojętne i to zdecydowania ja miałam większy problem z pogodzeniem się z rezygnacją z barfa niż pies.

Dwa dni przed sylwestrem Riko postanowił, że zakończy 2016 histerią z okazji strzelających petard. Dotąd zupełnie nie zwracał na nie uwagi, musiało zdrowo huknąć, żeby w ogóle się obejrzał. Tymczasem kilka strzałów + wiatr + błysk dało w efekcie psa pełzającego po chodniku. Trochę liczyłam, że to taka jednorazowa historia, niestety następne dwa dni pozbawiły mnie złudzeń. Riks odmówił zdecydowanie wychodzenia, sikania, robienia kupy (to jak już mi się udało go wytargać na zewnątrz). I tak to z odważnego żołnierza, dla którego strzały to pryszcz, Ciapek transformował w galaretę-weterana z zespołem stresu pourazowego. Co mogę powiedzieć, skoro zaczynamy sobie powoli radzić z agresją, to przecież byłoby nudno, jakby nic się nie działo, wiadomo. Jeden mały plus, okazało się, że pies biegnie do mnie jak łupnie (wiem, wiem, do czasu) co trochę pozwoliło mi myśleć, że może jednak nie jestem takim najtragiczniejszym przewodnikiem. Co nie zmienia faktu, że wróciliśmy do spacerów na taśmie, a ja chyba nie odpocznę od biegania i zamiast czekać do wiosny wrócę na trasę. Strzały cichną i większość petardowych psów odetchnęło, natomiast Riksowi w jego małym schizo świecie dźwięk się ładnie generalizuje i dzisiaj np.narobił w gacie bo na rzece strzelił lód, a wczoraj śmiertelnie wystraszył go pan tupiący butem. A właśnie gacie!

pageWydawało mi się, że Riko nie potrzebuje ubrania, ale na tropieniu szybko zaczął mu marznąć tyłek, kiedy się nie ruszał. Brak podszerstka, do tego cała historia z leczeniem zdecydowanie pojechała mu po odporności, no i dalej wciąga antybiotyki, więc postanowiłam uszyć mu kubraczek. Wielka siara dla jego męskiego looku okazała się całkiem spoko i jakoś ją zaakceptował, kiedy okazało się, że w tyłek ciepło. Coś może wygodniejszego na nowy sezon uda się kupić, ale póki co finanse padły, więc musi mu hand made wystarczyć. Pomysł na kubrak znalazłam na blogu Wychowany z pitbullem Dostosowałam do chudeła i działa. Czuję, że jeszcze chwilę pospacerujemy na taśmie, a ograniczony ruch nie sprzyja rozgrzewce. Nie jestem pewna, jak musi być zimno, żeby go w to wdzianko pakować, ale wyszłam z założenia, że skoro nie dyszy, znaczy nie jest za gorąco. Nie wiem, gdzie ta dzika krew przodków płynie w  kanapowych Ciapkach, ale zdecydowanie żwawiej krąży pod kurteczką. Wracając ze spaceru spotkaliśmy mini charta w pełnym kombinezonie i z kapturem (!). Co jak najbardziej rozumiem w przypadku tej rasy. Chłopaki wymienili kilka uwag na temat swoich zimowych dresów i rozeszli się w pokoju. Moda łagodzi obyczaje.

Nowy rok będzie dobry. Nie kryją się za tym, żadne długie listy postanowień, poza jednym – nie odpuszczać. I w myśl tego postanowienia bardzo spodobało mi się przysłowie/cytat: Uniwersalny sposób na szczęście: albo należy zmniejszyć oczekiwania albo zwiększyć wysiłki. (Buddyjscy mnisi) znalezione tutaj.

Wybieram drugą opcję, dlatego muszę się postarać, żeby nie przeszkadzać psu podczas pracy na treningach tropienia (pomaga też wizja przesiadywania za karę w krzakach, kara dla przewodnika ufundowana przez Panią trener, tak bardzo orzeźwiająco działa na mózg) i nie utrudniać psu zdobywania kolejnych skilli na treningach obi. To uczucie, kiedy pies robi postępy szybciej niż ty;) bardzo motywujące, żeby wziąć się do roboty. Wysokiej motywacji i jeszcze wyższej satysfakcji z pracy z psami życzymy w Nowym Roku!

Share on FacebookShare on Google+Pin on PinterestTweet about this on TwitterShare on TumblrPrint this pageEmail this to someone

Leave a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*

Show Buttons
Hide Buttons