If we were dogs

OdBARFuj psa?

Huczy w sieci i będzie huczało w temacie żywienia i czegoś na kształt wojny BARF-sucha. Nie zamierzam przekonywać absolutnie do zarzucenia karmienia barfem, czy wspierać chrupek, pomijam w rozważaniach jakieś formy pośrednie typu gotowanie, bo na tym specjalnie się nie znam. To tylko historia jednego, konkretnego psa. A morał jest chyba taki, że dobre jest to coś jest dobre dla psa, a nie to w co wierzy właściciel.

page

BARF w wielkim skrócie karmienie psa surowym mięsem, kośćmi i podrobami (kolejność odpowiada procentowemu udziałowi tych części); suplementowanie diety psa produktami typu hemoglobina, osocze, algi, drożdże, kryl w celu uzupełnienia tego, czego w mięsie sklepowym brak – np. krwi. Idea, którą ja przyjęłam z pewnej facebookowej grupy o tematyce surowizny zakłada także, że psu nie trzeba podawać warzyw, ani owoców, bo ich specjalnie nie potrzebuje, można od biedy, jak lubi. Chyba nie rozminę się z prawdą, jeżeli powiem, że zjadłam zęby na tym temacie. Obsesyjnie zgłębiałam kolejne informacje dotyczące różnych aspektów takiego karmienia, poszłam na seminarium i warsztaty, zasadniczo takie się z tego zrobiło hobby. Dodatkowo sporo czasu poświęcałam na przypolowanie jakiegoś fajnego kawałka mięsa w dobrej cenie, odpowiednich kości i takich tam bajerów jak łój nerkowowy, mózgi, kacze jajka. Było spoko, realizowałam się w roli krwawej zakupoholiczki. Komponowanie misek sprawiało mi sporą frajdę, psy pałaszowały zadowolone, nawet wypad pociągiem na wakacje nie stanowił problemu, bo okazało się że na miejscu poradzę sobie z zakupami plus świeżutkie rybie łby pd rybaków, pełen szał.

Przestawienie psy na barfa było wynikiem problemów ze skórą u Riko. Po miesiącu na diecie eliminacyjnej (ryż, indyk, marchewka) zaleconej przez weta wyglądał fatalnie. Chudy jak szczapa, matowy, ze słabą sierścią. Początki wcale nie były takie trudne, jak niektórzy się obawiają. Wystarczy trochę zdrowego rozsądku. Psy dostały pierwszy posiłek mięsny, wyszło w przenośni i dosłownie całkiem spoko. Stopniowo poszerzałam dietę o kolejne elementy, na koniec weszły suple i w zasadzie pełen barf rozgościł się w psich michach na przestrzeni miesiąca. W ciągu kolejnych dwóch Riko odrobił 4kg (zjadał prawie 1kg mięsa, gdzie jego porcja na wagę docelową 22-23kg to jakieś 400-500g). Do pół roku wyglądał ładnie, poprawiła się sierść i budowa ciała, nadal wyglądał chudo, ale był umięśniony. Wyniki krwi wychodziły w porządku i jakoś tak w okolicach tego pół roku na barfie coś zaczęło się psuć. Już na lipcowym seminarium wypytywałam o zbyt luźne kupy – tu będzie fragment o kupie, dla wrażliwych – ominąć. Z rześkich klocków raz dziennie do dwóch zrobiło się trzy i to niefajne. Przy znanych i dotąd tolerowanych mięsach zaczął pojawiać się śluz. Zaczęłam wykluczać robactwo, nic specjalnego nie znaleźli i tak z miesiąca na miesiąc ciągle coś było nie tak, ale i ciągle ktoś upewniał mnie, że a to może zwiększyć % kości, a to dodać rozgotowanych warzyw, może mniej podrobów, a to probiotyk i tak w koło macieju. A kupa jak nie wyglądała, tak nie wyglądała. Drugi pies dla porównania, który jadł dokładnie to samo, tyle że gabaryty kości dostawała mniejsze miał się świetnie. Dla mnie wniosek był taki, że to nie do końca o składniki idzie, a o ich tolerowanie. To jeden z problemów, z których nie każdy może sobie zdawać sprawę. Dopóki jest dobrze, to super, ale jak coś zaczyna się psuć, pojawia się problem zdrowotny, to barfiarz jest w tym zasadniczo sam. Ze świecą szukać weterynarza, który pomoże, a rady internetowe, mogą bardziej zaszkodzić, niż pomóc.

Apogeum sraczkowe dopadło nas w grudniu. Chwilę po tym jak oglądając psie foty pomyślałam „ale dobrze wygląda”. W około tydzień schudł z 23kg do 18kg, a wszystko co zjadł wylewało się z niego drugą stroną. Nie miało znaczenia, czy surowe, czy sparzone, na koniec rozgotowane na papkę. Tu jakoś pojawiła się kolejna wątpliwość. Skoro najlepiej strawne dla psa jest surowe mięso, dlaczego barfiarze zalecają w przypadku takich problemów rozgotowanie mięsa na papkę? Totalnie załamana, bo większość weterynarzy rozkładała ręce z miną „barf to śmierć” znalazłam genialną weterynarz na drugim końcu miasta, zapakowałam psa w taksówkę i pojechałam. Pani weterynarz sama prowadzi swoje psy na barfie, doskonale rozumie założenia diety i zachęca do niej opiekunów swoich pacjentów. Pomyślałam, że jak ktoś ma mi pomóc to ona. Po całym dniu badań pojawiły się różne teorie, ale te główne – przewlekłe zapalenie jelit, niedobór B12 i kwasu foliowego, zgrubiała ściana jelita, powiększona śledziona, zakażenie ecoli – najprawdopodobniej na tle alergicznym/nietolerancji pokarmowej. Zdecydowanie odradziła barfa na najbliższe tygodnie, coś tam jeszcze powalczyłam z tą koncepcją, ale bałam się o psa, komuś w końcu musiałam zaufać, a jak dotąd porady barfne nie poprawiły sytuacji. Co więcej cały czas miałam poczucie, że strasznie nawaliłam, za długo czekałam, słuchałam „dobrych rad” wstaw cokolwiek, zamiast własnej intuicji. Alternatywą dla suchej było skarmienie go mięsem, którego nigdy nie jadł. Wizja poszukiwań jednorożca, pasącego się przy pełni księżyca, który puszcza dwa bąki na miesiąc i podskakuj12314348_205613303106363_4010023363128822724_oe w rytm przeżuwania po to żeby go ubić dla mojego psa, jakoś mi życia nie ułatwiła. Bo pies na barfie żarł większość normalnie dostępnych mięs i te mniej dostępne od kozy po gołębia. Tym samym zdecydowałam się przyjąć koncepcję weterynarza i wrociliśmy do suchej karmy.

Co do argumentu, który kilkukrotnie usłyszałam karmisz suchą z wygody, sorry, z karmienia mięchem miałam przyjemność. Rytuały zakupowe, porcjowanie, mrożenie, sprawiały mi frajdę. Chociaż może rąbanie kości karkowych to nie jest jakieś super popularne hobby, ale może gdzieś tam realizowało moje pierwotne potrzeby zdobyczne (byłam ówcześnie wegetarianka z 10 letnim stażem) nie wiem, nie analizuję tego. Lubiłam karmić psy barfem. Sucha to było jak kara. Kombinowałam, a może chociaż oleju z łososia dołożę, cokolwiek. Mimo sprzeciwu gdzieś we mnie na te chrupki powoli zaczęły do mnie docierać pewne absurdy. Wielu chce widzieć psy jako wilki, które będą najlepiej funkcjonować w myśl żywienia naturalnego. Pies to nie wilk. Nie zakładam totalnej ewolucji układu pokarmowego, ale prawda jest taka, że ludzka ingerencja w psie życie przyniosła spore szkody, choćby takie, jak choroby cywilizacyjne typu cukrzyca, otyłość i alergie właśnie. Widzieliście kiedyś otyłego wilka? Trochę widzę te okrzyki – bo one jedzą surowe mięso, dlatego są szczupłe i piękne. Ok, a te które mają alergie na zająca i jelenia, co z nimi? Kurcze no, chyba nie przeżywają poprostu. To się nazywa selekcja naturalna, na którą żaden właściciel który kocha swojego psa nie pozwoli. Osoby kompetentne w żywieniu barf poleciły mi na luźne kupy dołożyć psu gotowanych warzyw – błonnik, których jakoby nie potrzebują, gotowanie mięsa przy biegunce kolejna wątpliwość i na koniec chyba największa. Co z tym mięsem? Na ile mięso dostępne w sklepach, czy na halach targowych jest lepsze niż sucha karma? Co jadły zwierzęta, które kupuję psu? Dlaczego kiedyś pies zwymiotował rano kaczkę, którą zjadł wieczorem i nie była nawet nadtrawiona? Chemia i konserwanty są wszędzie. Nie wierzę, że omijają mięso sklepowe.WP_20161209_10_46_32_Pro

Pies dostał suchą karmę dla alergików. Żarł ją jak szalony, zaczął się załatwiać normalnie. Po miesiącu dostał karmę bezzbożową, taką z cyklu droższych niż bym chciała i waga zaczęła znowu spadać, mimo, że reszta była w normie. Ustabilizowała się dopiero po dokarmianiu owsianką. Naprawdę te zboża i węgle są takie złe? Z pozostałych zmian, ogromne postępy w pracy nad bronieniem zasobów. Zjada karmę bardzo chętnie, natomiast potrafi zostawić końcówkę, jak ma dość w misce. Kiedyś to było nie do pomyślenia. Rzucał się na jedzenie z obłędem w oczach i nie, nie dlatego że kochał mięso, tylko dlatego, że był wiecznie głodny. W tej chwili do mózgu ewidentnie dociera sygnał „stary mamy pełno”. Pies jest spokojniejszy, mniej neurotyczny. Jeżeli chodzi o wygląd i aktywność, zmiany poszły w stronę której nie obstawiałam. Przytył i wygląda lepiej, a energii ma więcej.

 

 

 

 

 

Share on FacebookShare on Google+Pin on PinterestTweet about this on TwitterShare on TumblrPrint this pageEmail this to someone

7 Comments

  1. Julian

    „Osoby kompetentne w żywieniu barf poleciły mi na luźne kupy dołożyć psu gotowanych warzyw – błonnik” Rzeczywiście, musiały to być osoby kompetentne… Proponuję poznać prawdziwe skutki stosowania błonnika także u ludzi.
    Chemia i konserwanty są wszędzie, nawet w mięsie sklepowym. A teraz pomyśl, o ile więcej musi być tej chemii w chrupkach, których data przydatności do spożycia wynosi rok czy ile tam jest założone dla suchej karmy. Pies to nie wilk. Fakt. Ale też nie kaczka, kura itepe, co by miał żreć soję, kukurydzę czy jakieś wytłoczki buraczane. Fajnie, że psior czuje się dobrze. Jednak zadziwia fakt, że tak się czuje jedząc chore, padłe zwierzęta przeznaczone do utylizacji okraszone chemią.

    Reply
    1. Alex

      Hey.. przesada z ta wszech obecna chemia. Owszem , ale jak wiadomo w karmach suchych sa miesa suszone- mam na mysli te karmy z gornej polki- a od wiekow nasi dziadkowie wlasnie suszyli miesa aby mialy okres orzydatnosci dluzszy niz nieso swieze. Barf jest ok ale ja zdecydowanie polecam suche karmy- z wygody i z tzw spychologii odpowiedzialnosci ktora spoczywa na producencie.

      Reply
    2. Alex

      Hey.. przesada z ta wszech obecna chemia i paskudnym miesem. Owszem , ale jak wiadomo w karmach suchych sa miesa suszone- mam na mysli te karmy z gornej polki- a od wiekow nasi dziadkowie wlasnie suszyli miesa aby mialy okres przydatnosci dluzszy niz mieso swieze. Poza tym do produkcji dobrych karm nie wykorzystuje sie padliny… czy odpadkow. Chyba ze myslisz o badziewiu z marketu.Barf jest ok ale ja zdecydowanie polecam suche karmy- z wygody i z tzw spychologii odpowiedzialnosci , ktora spoczywa na producencie. Jest naprawde dobry wybor karm bardzo przyzwoitych i z dobrych surowcow. Kwestia Twojego wyboru, bo Twoj pies przez badziewie bedzie cierpial ale i tak bedzie sie cieszyl Twoim widokiem…..bo Ty mu odajesz to jedzenie i dla psa jestes dobrodziejem. Warto wydac kilkaset zlotych na 12kg i wiedziec ze jest ok niz zylowac i kombinowac z wetami… ☺

      Reply
      1. Katarzyna (Post author)

        Nawet nie, że wszechobecną. Barf zakłada rotację gatunków mięsa, monodieta jest nieporządana. Tak więc mam wołowinę z dobrego względnie źródła, ale np.kaczki już nie, kaczkę oferuje w rewelacyjnej cenie znany market. I taką właśnie kaczką drastycznie dość pies się struł itd.przykłady można mnożyć. Szczerze? Nie będę eksperymentować jego kosztem, skoro dobrze reaguje na suchą karmę, niech je suchą karmę. Za często w myśl pięknych idei ktoś cierpi. Idea barfa jest przepiękna i cieszę się że są psy, którym służy.

        Reply
    3. Katarzyna (Post author)

      Dyskutować można w nieskończoność, osobiście przerobiłam skrajną fascynację barfem, choć nigdy nie posunęłam się do tego, żeby negować inny sposób karmienia u kogoś, nie jestem biochemikiem, ale obserwuję swojego psa uważnie. Lepiej wygląda (przybrał na wadze o co walczyliśmy długo), zagoiły się pazury, które pod koniec barfa nie wyglądały, lepiej się czuje – wzrosła wydolność, ma więcej energii, znikło bulgotanie w brzuchu, wymioty, biegunki, luźny kał, śluz w kale. W imię czego mam znowu karmić go surowizną? Bo tak jest dobrze, nawet jak jest źle?

      Reply
  2. Gosia

    Cześć, przykre, że tak niedobre macie doświadczenia z BARFem. Trudno jednak stwierdzić, co było ich faktyczną przyczyną, bo rzeczywiście porady, jakie otrzymywałaś były kiepskie. Szkoda, że mało jest weterynarzy i prawdziwych ekspertów tej diety, którzy pomogli by w takich przypadkach, jak Twój. Bo ja wierzę, że mimo wszystko surowe pożywienie to – ogólnie rzecz biorąc – znacznie lepszy wybór niż sucha karma. A zastanawiałaś się może nad wybraniem karmy mokrej? Dobrej jakości mokra to lepszy wybór niż karma sucha, mniej przetworzona, większa wilgotność pokarmu. Choć domyślam się, że po wszystkich „przebojach” masz raczej niską chęć do kolejnych eksperymentów.
    Pozdrawiam i zdrówka dla psinki!

    Reply
    1. Katarzyna (Post author)

      Dziękujemy 🙂 i wzajemnie. Karma mokra chyba nie jest mniej przetworzona, jedynie inaczej. Po ustabilizowaniu kiszek Ciapa je puszki i gotowane mięso z warzywami albo jakimś wypełniaczem typu owsianka. I mimo, że to rozwaliło mi wszystko, czego nauczyłam się na barfie, to sprawdza się lepiej, dlatego tak zadecydowałam. Osobiście przychyliłabym nieba temu, kto by mi wyjaśnił jak to się stało, że skończyło się tak kiepsko. Co do stwierdzenia, że surowe to lepszy wybór, tak, pytanie czy zawsze i w każdym psim przypadku? Bo tego już taka pewna nie jestem.

      Reply

Leave a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*

Show Buttons
Hide Buttons